Cztery medale – trzy srebrne i jeden brązowy – zdobyli polscy sportowcy w 25. zimowych igrzyskach olimpijskich Mediolan-Cortina d’Ampezzo. Więcej wywalczyli tylko w Vancouver w 2010 oraz w Soczi w 2014 roku – po sześć krążków.
Aż trzy razy stanął na podium 19-letni skoczek narciarski Kacper Tomasiak, najmłodszy polski medalista zimowych igrzysk w historii. Zdobył srebro na normalnej skoczni, brąz na dużej oraz srebro z Pawłem Wąskiem w konkursie duetów, który na długo zostanie zapamiętany z powodu… śniegu. Nagłe i obfite opady – to była okoliczność sprzyjająca Polakom, bowiem odwołano ostatnią, rozpoczętą już serię skoków, w której w coraz trudniejszych warunkach nie spisali się najlepiej. Gdyby nie decyzja sędziów, biało-czerwoni prawdopodobnie spadliby na czwarte miejsce.
Tomasiak wszedł przebojem do panteonu polskiego sportu jako czwarty zawodnik z trzema medalami na jednych igrzyskach. Przed nim ta sztuka udała się tylko legendom: lekkoatletce Irenie Szewińskiej (Tokio 1964), pływaczce Otylii Jędrzejczak (Ateny 2004) oraz biegaczce narciarskiej Justynie Kowalczyk (Vancouver 2010), choć trzeba dodać, że każda z nich wracała ze swoich najlepszych igrzysk z jednym złotem.
Mało kto się spodziewał tak udanego startu skoczków. W tej dyscyplinie trwał bowiem regres, w konkursach Pucharu Świata Polacy rzadko plasowali się w pierwszej dziesiątce. Wyróżniał się Tomasiak, debiutant w kadrze, ale to były tylko piąte lokaty w konkursach w Wiśle i Engelbergu.
Bohater igrzysk wrócił już do Polski. W środę witały go tłumy kibiców w Bystrej koło Bielska-Białej, gdzie trenuje w miejscowym klubie LKS Klimczok. Po „małyszomanii” i „stochomanii”, także jemu może być pisana ogromna popularność w kraju.
W Predazzo po raz ostatni startował w igrzyskach, już szóstych, Kamil Stoch. 38-letni mistrz z Zębu, trzykrotny złoty medalista olimpijski, miał przebłyski na treningach, lecz konkursy mu nie wyszły. Już wcześniej zapowiedział, że jest to jego ostatni sezon w karierze.
Przed igrzyskami bardziej niż na skoczków liczono na sukcesy Polaków w łyżwiarstwie szybkim, short tracku i snowboardzie. Do optymizmu upoważniały wyniki łyżwiarzy w Pucharze Świata i mistrzostwach Europy w Tomaszowie Mazowieckim, szczególnie sprinterów Damiana Żurka i Kai Ziomek-Nogal oraz urodzonego w Rosji długodystansowca Władimira Semirunnija.
W Mediolanie o srebro postarał się Semirunnij na 10 000 m. Przynależność do czołówki światowej potwierdzili sprinterzy, lecz niestety bez efektu medalowego. W biegach na 500 i 1000 m Żurek zajął dwukrotnie czwarte miejsce, do podium zabrakło ułamków sekundy. Nogal-Ziomek była szósta na 500 m, ze stratą 0,12 s do trzeciej zawodniczki.
Łyżwiarze na krótkim torze (short track) zdobyli w ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Pekinie trzy brązowe medale. W tym sezonie nie prezentowali jednak tak dobrej formy i to się nie zmieniło na igrzyskach.
Start był w dodatku pechowy. Podczas ćwierćfinałowego biegu na 1500 m Kamila Sellier upadła i została uderzona łyżwą w twarz przez inną zawodniczkę. W nocy z piątku na sobotę przeszła zabieg, bo okazało się, że uszkodzeniu uległa jedna z kości twarzy. Sellier zostanie w szpitalu w Mediolanie do poniedziałku na dalszą diagnostykę.
Jedną z najpoważniejszych polskich kandydatek do medalu była snowboardzistka Aleksandra Król-Walas, plasująca się w czołówce zawodów Pucharu Świata w slalomie gigancie równoległym. Występ w igrzyskach zakończyła jednak na ćwierćfinale.
Na słowa uznania zasłużyła alpejka Maryna Gąsienica-Daniel, siódma w slalomie gigancie, z minimalną stratą do podium, szybsza od gwiazdy tej dyscypliny Amerykanki Mikaeli Shiffrin. Powyżej oczekiwań wypadły biathlonistki, szóste w sztafecie i ósma indywidualnie w sprincie Kamila Żuk.
Nikt nie spodziewał się wielkich wyników w biegach narciarskich. A tymczasem na dystansie 50 km techniką klasyczną w ostatnim dniu imprezy Eliza Rucka-Michałek zajęła ósme miejsce, dzień wcześniej Dominik Bury – dwunaste, najwyższe w historii startów Polaków. Kobiety po raz pierwszy walczyły o medale na tym „królewskim”, morderczym dystansie. Dla mężczyzn 50 km jest stałym elementem programu od pierwszej olimpiady w Chamonix w 1924 roku.
Po stronie plusów dodać trzeba szóstą lokatę w dwójkach saneczkowych Nikoli Domowicz i Dominiki Piwkowskiej. W tej dyscyplinie biało-czerwoni nie byli tak wysoko od igrzysk w Sapporo w 1972 roku.
Rozczarowania? Z pewnością kandydaci do medali mogli czuć zawód. Żurek mówił po starcie na 500 m, że „odchoruje igrzyska przez chwilę, a później wróci do siebie”, Ziomek-Nogal, że „igrzyska zakończy z lekkim smutkiem i niedosytem”, a Król-Walas nie ukrywała, że odczuwa złość.
Pozostali reprezentanci Polski – męska część ekipy biathlonowej, bobsleistki, dwuboiści, łyżwiarze figurowi, zawodnicy w skialpinizmie – nie sprawili miłej niespodzianki. Wypadli na miarę swoich skromnych możliwości.
W igrzyskach we Włoszech wystąpiła 60-osobowa reprezentacja, druga pod względem liczebności. Więcej Polaków – 62 – startowało tylko w Pjongczangu w 2018 roku.
(PAP)

