– Scenariusz jednej listy PSL i KO jest trochę niebezpieczny, bo później będziemy zakładnikami pewnej rzeczywistości po tych wyborach; może i cel udałoby się zrealizować, ale jeżeli chodzi o podmiotowość, to byłoby nam trudniej – podkreślają w rozmowie z PAP politycy PSL pytani o pomysły Lewicy na wybory.
Koalicja Obywatelska, PSL i „bardziej konserwatywni” członkowie Polski 2050 na jednej liście; na drugiej ugrupowania klubu Lewicy, Zieloni i pozostali politycy Polski 2050 – tak według źródeł PAP w Nowej Lewicy wygląda obecnie plan władz tej partii na wybory parlamentarne w 2027 r.
PAP zapytała polityków PSL o to, jak zapatrują się na taki scenariusz na najbliższe wybory parlamentarne.
– Moim zdaniem scenariusz jednej listy PSL i KO jest trochę niebezpieczny ze względu na takie tendencje, że później będziemy zakładnikami pewnej rzeczywistości po tych wyborach. Może i cel udałoby się zrealizować, ale jeżeli chodzi o podmiotowość, to byłoby nam trudniej – przyznał jeden z posłów PSL pragnący zachować anonimowość.
Według niego taka lista „byłaby problematyczna dla PSL, ale nie niemożliwa”.
– My cały czas mówimy, że idziemy samodzielnie. Natomiast ostateczne decyzje będziemy podejmować wtedy, kiedy przyjdzie na to czas – zaznaczył rozmówca PAP.
Realizację planu samodzielnego startu podkreśla w rozmowie z PAP również inny polityk PSL.
– Jestem zwolennikiem tego, żeby PSL z różnego rodzaju politycznymi ugrupowaniami, stowarzyszeniami utworzyło koalicję i wystartowało pod własnym szyldem – oświadczył polityk.
Przypomniał, że w poprzednich wyborach PSL tworzyło podobne sojusze np. z Polską 2050, a jeszcze wcześniej z Pawłem Kukizem.
– Oczywiście naszym partnerem na arenie parlamentarnej jest Koalicja Obywatelska. Natomiast uważam, że tutaj pewne nasze takie odrębności, nasze podejście także w terenie do pewnych spraw sprawia, że jednak dobrze, gdyby stało się tak, żeby PSL wspólnie z partnerami społecznymi, być może stowarzyszeniami samorządowców, mogło tutaj stworzyć swoje listy wyborcze – zaznaczył rozmówca PAP.
Pytany o ewentualną współpracę PSL z szefem InPostu Rafałem Brzoską, poseł Stronnictwa zwrócił uwagę, że środowisko wokół Brzoski na pewno jest środowiskiem bliskim ludowcom.
– Są to przedsiębiorcy, są to osoby zaangażowane w tworzenie polskiego rozwoju, polskiej gospodarki i na pewno możemy o tym rozmawiać – podkreślił polityk.
W mediach coraz częściej pojawiają się informacje o tym, że założyciel i szef InPostu Rafał Brzoska planuje utworzyć nową siłę na scenie politycznej.
– Wolałbym, żebyśmy do tych wyborów szli samodzielnie – podkreśla w rozmowie z PAP jeszcze inny poseł ludowców.
– Chciałbym, żebyśmy w końcu pokazali, na ile nas stać, jaką mamy siłę i jakie poparcie, bo uważam, że niesprawiedliwie nas niektórzy oceniają, mówiąc, że jesteśmy czyjąś przystawką. Wcale tak nie jest – przekonywał polityk.
Samodzielny start ludowców w nadchodzących wyborach parlamentarnych ogłosił w połowie listopada ubiegłego roku podczas Kongresu PSL wicepremier, szef MON i prezes Stronnictwa Władysław Kosiniak-Kamysz.
– My wiemy, po co jesteśmy w polityce, potrafimy powiedzieć: Nie zgadzamy się, dlatego przygotowujemy się do startu w kolejnych wyborach jako Polskie Stronnictwo Ludowe – oświadczył wówczas lider PSL.
Zapowiedział jednocześnie, że PSL w wyborach będzie szukać przyjaciół, bo – jak twierdził – „iść samodzielnie, to nie znaczy iść samotnie”.
– Będziemy zapraszać przyjaciół na nasze listy, tych, z którymi jesteśmy od lat – dodał Kosiniak-Kamysz.

