Indie testują na szerszą skalę system wydawania elektronicznych pieniędzy wyłącznie w określonych miejscach i w ograniczonym czasie. Bazują na CBDC (Central Bank Digital Currency – Pieniądz cyfrowy banku centralnego). Pretekstem jest „pomoc najbiedniejszym”, jednak faktycznie jest to wielki krok w kierunku zniesienia gotówki i niespotykanej w historii władzy i kontroli rządu nad człowiekiem.
Indie testują na szeroką skalę pewną odmianę CBDC. 15 lutego w stanie Gudżarat uruchomiono program, w ramach którego 26 tys. gospodarstw domowych otrzyma cyfrową quasi-rupię. Środki trafią doe-portfeli obywateli uprawnionych do otrzymywania wsparcia żywnościowego.
Hindusi będą mogli użyć tych środków wyłącznie w FPS, czyli Fair Price Shops, tj. supsydiowanych sklepach spożywczych. Będą też mogli użyć tych środków do wypłaty zboża w tzw. bankomatach.
Jest to testowy program mający przebudować system wsparcia dla najuboższych w publicznym systemie dystrybucyjnym (PDS). Podstawą jest cyfrowa rupia emitowana przez Bank Rezerw Indii, zwana też cyfrowym kuponem.
„Trafia ona do portfeli konsumentów dzięki współpracy z bankiem Punjab National Bank. Podobnie jak w innych krajach eksperymentujących z CBDC, widać tu dwuszczeblowy podział. Bank centralny odpowiada za emisję pieniądza, banki komercyjne – za obsługę płatników i ich portfeli” – podaje bankier.pl.
Indie nałożyły na cyfrowy pieniądz więc trzy ograniczenia. Można wydać go tylko na określone towary, tylko we wskazanych punktach i tylko w określonym czasie.
„Ograniczony czas ważności ma zapobiegać gromadzeniu kuponów przez beneficjentów, ale również ułatwić zidentyfikowanie odbiorców nieaktywnych (np. martwych dusz nie odnotowanych w rejestrach)” – czytamy.
Można uznać, że to „przesadzona”, czy też unowocześniona forma znanych bonów żywnościowych. Nie tworzy się po prostu osobnego systemu rozliczania bonów, a mechanizm jest zintegrowany z powstającą infrastrukturą pieniądza cyfrowego.
Indie już wcześniej eksperymentowały z cyfrowym pieniądzem. W ubiegłym roku testowano wypłaty preferencyjnych pożyczek dla rolników.
Należy przypomnieć, że pieniądz cyfrowy nie jest tym samym, co pieniądze „na koncie”. Jest to nowy rodzaj pieniądza, który ma dodatkowe reguły. Najgłośniej mówiło się o dacie ważności – jeśli pieniądze nie zostaną wydane do określonej daty, po prostu przepadają. Uderza to wprost w wolność ludzką i uniemożliwia oszczędzanie. Daje też ogromną kontrolę nad człowiekiem ze strony banków i rządów.
Pomysł zrodził się w Chinach kilka lat temu. Obecnie azjatyckie państwa próbują testować cyfrowy pieniądz.
„Jedną z potencjalnych cech cyfrowego pieniądza banku centralnego budzących największe kontrowersje jest programowalność. Dzisiejszy pieniądz, np. gotówkowy, jest zamienny, wymienialny (jak tłumaczy się angielskie słowo fungible). Jako użytkownikom jest nam wszystko jedno, czy w portfelu mamy ten czy inny egzemplarz stuzłotowego banknotu. Ważny jest nominał i autentyczność, nic poza tym. CBDC może jednak zupełnie zmienić zasady. Programowalność w tym kontekście oznacza możliwość przypisania jednostkom e-pieniądza dodatkowych reguł rządzących ich cyklem życia. Może to oznaczać wbudowanie opcji wygaśnięcia po określonym czasie, ograniczenie typów punktów, w których możliwe jest wydanie środków, a nawet przewidzenie wypłacania odsetek od pieniądza leżącego w cyfrowym portfelu” – wskazuje bankier.pl.
Część banków centralnych na świecie aktywnie eksperymentuje z pieniądzem cyfrowym. Chodzi na razie o państwa niezwracające szczególnej uwagi na ludzką wolność w swoim ustroju cywilizacyjnym, np. ZEA, Chiny czy Indie.

