Strona głównaWiadomościŚwiatFrancji nie podoba się Rada Pokoju

Francji nie podoba się Rada Pokoju

-

- Reklama -

Francuskie media wyraźnie wrogo nastawione są od idei powołania przez prezydenta USA Donalda Trumpa Rady Pokoju. Nic dziwnego, bo prezydent Macron odrzucił udział swojego kraju, a media w ten sposób uzasadniają taką decyzję. Z prasy można się dowiedzieć, że „obecni będą przywódcy oskarżani o autorytaryzm lub podzielający nacjonalistyczną ideologię Donalda Trumpa”…

Jako przykład podaje się to, że Izrael będzie reprezentował minister spraw zagranicznych Gideon Saar, a obecni będą również premier Węgier Viktor Orbán i prezydent Argentyny Javier Milei”. „Le Figaro” zauważa, że „główni tradycyjni sojusznicy i główni rywale Stanów Zjednoczonych w dużej mierze powstrzymali się od przystąpienia do „Rady Pokoju” jako członkowie założyciele”. Dowiemy się jednak, że „Europa jest jednak podzielona co do tego, jak konkretnie podejść do czwartkowego spotkania”.

- Reklama -

Niektóre państwa, takie jak Polska, Włochy i Niemc jednak wezmą udział w Radzie jako „obserwatorzy”. Także Unia Europejska będzie reprezentowana przez komisarz Dubravkę Suicę. Francja, a także Hiszpania, Belgia i Irlandia krytykowały wysłanie przez Brukselę przedstawiciela.

Francuzi podkreślają, że „z wyjątkiem Węgier i Rumunii, państwa członkowskie Unii Europejskiej nie wezmą udziału w pierwszym posiedzeniu Rady Pokoju”. France Info przypomina, „że Rada, której początkowo powierzono nadzór nad odbudową Strefy Gazy zniszczonej wojną, obecnie chce swoim mandatem wyznaczyć znacznie szerszy cel: rozwiązywanie konfliktów zbrojnych na całym świecie”.

- Prośba o wsparcie -

Zdaniem publicznego nadawcy „tekst jest kontrowersyjny ze względu na zawartą w preambule dorozumianą krytykę Organizacji Narodów Zjednoczonych” i fakt, że akt „nie wspomina wprost o Strefie Gazy”. Krytycznie podchodzi się do pomysłu, że kraj pragnący uzyskać stałe miejsce w Radzie Pokoju „będzie musiał zapłacić zawrotną cenę miliarda dolarów”.

Ma to być, według France Info, „opłacona” wersja Rady Bezpieczeństwa ONZ. W dodatku „zgodnie z Kartą, Donald Trump ma pełną kontrolę i tylko on jest upoważniony do zapraszania innych przywódców i może odwołać ich udział, z wyjątkiem przypadku „weta” większością dwóch trzecich głosów państw członkowskich”.

Dla Francuzów skandalem niemal jest to, że „będzie tam Viktor Orban”, bo „główne państwa europejskie w dużej mierze ignorują to forum”. Ich zdaniem, „mniejsze kraje pragną zwrócić na siebie uwagę amerykańskiego prezydenta”. Przypomina to słynne połajanki prezydenta Chiraka o tym, że Polska wspierając USA popełniła błąd, bo „miała szansę siedzieć cicho”.

Przypomina się, że „Węgry są jedynym państwem członkowskim UE, które ratyfikowało Kartę, a ich przywódca, Viktor Orbán , jest szczególnie blisko związany z administracją Trumpa, zwłaszcza ze względu na jej antyimigracyjną politykę”.

Rumunia wysyła prezydenta, ale jako „obserwatora”. AFP zauważa, że „pozostałe państwa członkowskie UE, w tym Francja, odrzuciły zaproszenie”. Wspomniano tu apel lewicowego prezydenta Brazylii Luli do Emmanuela Macrona o „o wzmocnienie ONZ w odpowiedzi na zaproszenia prezydenta USA”.

Udział innych krajów tłumaczy się np chęcią korzyści ekonomicznych, jak Wietnamu, który „obecnie prowadzi negocjacje w sprawie zawarcia umowy handlowej ze Stanami Zjednoczonymi”. Muuzłmańskie kraje, jak Indonezja, Arabia Saudyjska, Turcja, Maroko, Egipt, Jordania, Pakistan, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie dołączyły, bo chcą znaleźć rozwiązanie dla Strefy Gazy.

Najnowsze