Strona głównaGŁÓWNYNASZ WYWIAD. Grzegorz Braun: Trafia kosa na kamień!

NASZ WYWIAD. Grzegorz Braun: Trafia kosa na kamień!

-

- Reklama -

Styczniowy wielki kongres organizowany przez Konfederację Korony Polskiej w Łochowie odbił się szerokim echem w naszym środowisku. Zjednoczył licznie praktyków i liderów opinii publicznej, w tym redaktorów „Najwyższego Czasu!”. Świetna organizacja, profesjonalizm wystąpień i znakomita frekwencja sprawiły, że kongres stał się tematem uwagi również mediów głównego nurtu, które nie mogą znieść faktu, że prawica rośnie w siłę. Grzegorz Braun podsumował wydarzenie dla „Najwyższego Czasu!” w rozmowie z redaktorem naczelnym. Jednocześnie udzielił komentarza ws. „aktów Epsteina” – jednego z największych światowych skandali, oficjalnie ujawnionych w minionym tygodniu.

Tomasz Sommer: Zacznijmy od podsumowania KINGS – Kongresu Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych. Ta nazwa została odmieniona przez liczne przypadki.

- Reklama -

Grzegorz Braun: Co zrobić z tym fantem? Przyjechali tam, akredytowali się funkcjonariusze frontu ideologicznego z różnych stron i pewnie spodziewali się zastać zgromadzenie dziwnych ludzi w foliowych czapeczkach lub moherowych beretach. A tymczasem natknęli się na doborowe towarzystwo, liczone w setkach uczestników tego wydarzenia, z dziesiątkami znakomitych ekspertów, prelegentów, analityków różnych specjalności, wśród których był pan redaktor Tomasz Sommer. No i trafia kosa na kamień, dlatego że to wydarzenie z całą pewnością nie pasuje do wcześniej wypracowanych schematów czarnego PR-u wobec prawicy antysystemowej w ogóle, a Konfederacji Korony Polskiej w szczególe.

Więc brawo my. Ja się dowiedziałem od Ciebie, że minister Żurek już się zajmuje sprawą konkretnie mojej wypowiedzi.

Pan Redaktor wygłosił tam jeden z referatów zagajających wydarzenie, wystąpienie inauguracyjne. Tam została zbudowana taka figura, że Oświęcimia nie należy reformować – trzeba go po prostu znieść, obalić, zlikwidować. To jest pewna ironia sytuacji. Ja się wypowiedziałem za likwidacją obozów koncentracyjnych typu Oświęcim, a jak rozumiem minister Żurek ma co do tego uzasadnione wątpliwości, że może jednak nie należało zlikwidować. Ja się powołuję na jakieś przeżycia rodzinne i występuję jako właściwie depozytariusz Oświęcimia, w sensie pamięci Auschwitz-Birkenau – niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego, w którym notabene i moi bliscy ginęli. Ja się nie czuję z tego powodu właścicielem Oświęcimia. Ale uważam, że my Polacy tam powinniśmy być gospodarzami – gdy tymczasem gospodarzami są tacy ludzie, którzy nawet prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej nie proszą do głosu. I tak samo kiedyś, Szanowny Panie Redaktorze, porównywałem aktualny kształt prawnoustrojowy Rzeczypospolitej Polskiej do obozu koncentracyjnego. Dali Bóg, nie po to żeby komplementować Adolfa Hitlera, tylko po to, żeby miażdżąco skrytykować Tuska i Kaczyńskiego. Ale Żurek et consortes tego nie rozumieją i rozumieć nie chcą. Tak jak mówię, logicznie to wygląda na to, że chyba Żurek broni obozów koncentracyjnych.

Natomiast wróćmy do KINGS-a. Myślę, że eksperci, którzy się zgromadzili, reprezentowali poziom, jak na partię, chyba znacznie powyżej średniej krajowej. Więc myślę, że taki argument, który niestety też w rozmowie z Radiem Zet przedstawił Krzysztof Bosak. Nie wiem, czy widziałeś tę wypowiedź.

Otóż powiedział zapytany o to, czy będzie współpracował z Grzegorzem Braunem: „Nie rozważamy tego w tej chwili. Jesteśmy skupieni na swojej pracy. Podobnie jak ludzie Grzegorza Brauna. To nie jest kwestia obrażania się. Jest kwestia różnicy programowej i wizji pracy politycznej. Jeśli chce się zbudować formację, która ma reprezentować zdrową część narodu, to trzeba zrezygnować z klientowania ze środowiskami wariackimi, agenturalnymi czy politycznej ekstremy”. Wicemarszałek Sejmu wyliczył, że właśnie w otoczeniu Brauna pojawił się jeden z byłych polityków, jeżeli chodzi o Piskorskiego, który siedział w areszcie pod zarzutami szpiegostwa. Mamy też innych ludzi, którzy siedzieli w areszcie za wyjątkowo plugawy styl uczestniczenia w debacie publicznej.

Ja z tą metodą się nie utożsamiam. Krzysztof jest głęboko niekonserwatywny i sprzeczny z podejściem katolickim. Nie zgadzam się z takim stylem prowadzenia pracy politycznej.

Moim zdaniem większość wyborców się z takim stylem nie zgadza. No cóż. Różnych rzeczy człowiek wysłuchuje. Kwestia stylu. Było widać, że styl powiedziałbym, był nawet trochę przesadnie wysoki. Jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni do KINGS-a, do naszego kongresu. Tylko tyle mogę rekomendować. Odnoszenie się do faktów. Odnoszenie się do tego, co rzeczywiście zostało powiedziane, a niekoniecznie do tego, co inni mówią, że ja mówię. Udało się zaaranżować cztery niezależne przestrzenie, sale i dwanaście paneli dyskusyjnych, które razem tworzą pewną całość, pewną kompozycję, która się składa na całokształt polskiego życia narodowego, bytu państwowego, zagadnienia przede wszystkim bezpieczeństwa. Od tego jest państwo, żeby było bezpiecznie, żeby się dało bezpiecznie żyć, zakładać rodzinę, gospodarować, bo nie ma wolności bez własności. A więc: bezpieczeństwo prawne, bezpieczeństwo umów, bezpieczeństwo energetyczne, bezpieczeństwo geostrategiczne, wszystko to tam było. Rzecz jasna, jeden dzień kongresowy nie pozwala i nawet przecież nie było takiego planu, żeby tam zewidencjonowane były wszystkie kwestie, z którymi muszą się zmierzyć politycy. Ale to była taka próbka, taka próba możliwości intelektualnych środowisk, które w różnym stopniu otwarte są na kontakt, na współpracę z Konfederacją Korony Polskiej. Myślę, że ten przegląd wypadł naprawdę imponująco.

A teraz podsumujemy aferę Epsteina, bardziej swojsko „Epsztajna”. Tak samo jak przypominam, że po polsku się mówi Rotschild, a po angielsku „Rot – child”. To ma jakiś związek z dziećmi, nomen omen, więc nie wiem, czy to zamierzone.

Epstein, czyli ten organizator wycieczek z elementem rozkoszy uciech ziemskich, z elementem zbrodni, z elementem kryminalnych działań wobec dzieci, wobec nieletnich. Rzecz, która wyszła na jaw już dawno, a nieszczęśnik powiesił się w samą porę, to już ile lat minęło. Od tamtej pory amerykańska opinia publiczna, ale też i światowa opinia publiczna, periodycznie wracała do zainteresowania tym tematem, ponieważ już odtajnione miały być te akta Epsteina i miał to uczynić prezydent Trump, ale nie czynił. Teraz wreszcie mamy kolejną dawkę, która składa się między innymi z anonimizowanych korespondencji pana Epsteina z całym światem, na to wygląda. On korespondował bardzo szeroko. Okazuje się, że całkiem sporo ludzi związanych ze światem polityki, show biznesu, tak zwanych elit obu kontynentów: amerykańskiego i europejskiego w tej korespondencji przechodzi, jak to się mówi, w służbach. Przechodzą też jakieś polskie adresy, jacyś Polacy, co wydaje mi się tutaj pewną kropeczką nad „i”.

To jest zaprezentowanie się przez pana Epsteina jako człowieka, który jednoznacznie, z powagą traktował swoją tożsamość żydowską. Oj, z bardzo wielką powagą – ale tutaj jedna uwaga. To, co on tam robił i z kim się kontaktował, trzeba rozumieć w kontekście tak zwanego szantażu. Dlatego że służby państwa położonego w Palestynie mają wtedy kompromaty, które w odpowiednim momencie można w odpowiedni sposób wykorzystać. Na razie Elon Musk kilkukrotnie pisał tak, że jeżeli są ludzie, którzy w tym uczestniczyli, to dlaczego jeszcze nikt nie stanął przed sądem? Dlaczego nikt z wyjątkiem Epsteina, który popełnił samobójstwo i jego ni to narzeczonej, ni to współpracownicy z Leon Maxwell?

Roman Giertych od trzech dni, co w ogóle mnie zaskoczyło, próbuje twierdzić, że z tych dokumentów widać że, uwaga: Epstein był agentem rosyjskim! Czyli próbuje zdjąć z Mossadu odpowiedzialność i przerzucić na FSB czy GRU, czy jak ta stosowna komórka się nazywa.

I jak tam było, tak tam było. My tego może nie docieczemy, bo nie mamy dostępu ani do kompletu dokumentów, ani w tych dokumentach, do których już dostęp mamy, nie mamy dostępu do kompletu danych. Niektóre adresy, nazwiska są zamazane czarnym pisakiem, ale mamy pewne analogie polskie. Jedna analogia, która chyba jest oczywista, to jest afera podkarpacka, czyli podkarpackie domy rozkoszy ziemskich.

O której nie słyszał były prezydent Duda.

Nie słyszał, nic o tym nie słyszał prezydent Duda. Tu też wiele osób próbuje nic nie słyszeć. A druga analogia jest taka, bo oni się tym przecież od czasu do czasu wręcz chwalą, prawda? Więc analogia to jest pani Gizela Mengele-Jagielska, która jako ostentacyjna dzieciobójczyni w mediach społecznościowych z dumą definiowała siebie jako Żydówkę. Warto powiedzieć, że oprócz różnych, nazwijmy to, kwestii entertainmentowych, Epstein darzył swoich interlokutorów perłami swojej wiedzy, swoich przemyśleń i oni go też.

Mówisz na temat interpretacji, co to znaczy Polonia, co to znaczy Polin. Że to raj dla Żydów i że dobre miejsce itd., słyszeliśmy wcześniej. Notabene Epstein, zdaje się, korespondował z kimś, kto miał jakieś ofiary na tę wyspę zrekrutować w Krakowie, tak? Czy dobrze pamiętam? Ewidentnie z kimś tutaj korespondował. Jest wymieniona z nazwiska jedna modelka, jest wymieniony z nazwiska… jeden tenisista.

Analiza trwa, ale pojawiło się na przykład jego przemyślenie o ludzkim życiu. Jak sobie zapisał pan Epstein, every life is equal, it is catholicism at its worst. Czyli twierdzenie, jakoby ludzie byli sobie równi, jakoby każde ludzkie życie było równowarte, to jest katolicyzm w najgorszych przejawach. Tak to można powiedzieć. No więc cóż to jest? To jest kardynalna, kluczowa zasada talmudyzmu. Zasada talmudyzmu, czyli są nasi i nie nasi, są Żydzi i goje, a goje to nie ludzie, to podludzie, to zwierzęta człowiekokształtne. Właśnie z taką satanistyczną i ludobójczą, w swoich, jak się okazuje, szybkich konsekwencjach, zasadą polemizuje sam Zbawiciel, kiedy opowiada faryzeuszom, którzy go zaczepiają. W tej sprawie go wodzą na pokuszenie i próbują pochwycić na słowie i pytają: „a któż jest naszym bliźnim” (Por. Łk 10, 29)? Im właśnie Pan Jezus opowiada przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Każdy dla nas katolików – dla nas, prawdziwego, prawowitego Izraela – każdy jest bliźnim. Mamy te same obowiązki moralne, co się przekłada na konstrukcję prawnoustrojową, cywilizowaną, łacińską, w której kultywujemy zasadę równości wobec prawa, ale talmudyści są w sporze zasadniczym. Ale tam jest mowa o dzieciach, prawda?

Ten wątek jest jakby jeszcze niewyeksponowany, więc wolę się na ten temat szczegółowo nie wypowiadać. Jeśli chodzi o panie, to powiedzmy, nie były dziećmi. Nawet z dyskusji, którą tutaj Epstein przeprowadził z naszą polską modelką, widać było, że to był pewien system zachęt. Tamta osoba miała 27 lat, także to już nawet nie była dziewczynka. I nawet ona mu mówiła: „im jestem starsza, tym lepiej wyglądam”. Pokazali też zdjęcie Donalda Trumpa z córką. Tutaj w Polsce nasi lewacy na tym tle, że pokazali jego zdjęcie z jego własną córką z jakiegoś przyjęcia, zbudowali konstrukcję, że on jest pedofilem. To jest coś zupełnie zdumiewającego. Ta strona, która, jak rozumiem, chce to zatuszować, robi pewnego rodzaju zasłonę dymną, chce każdego grzyba do garnka wrzucić.

W każdym razie wszyscy są umoczeni, więc w ogóle o tym nie rozmawiajmy, bo wszystkich to dotyczy. Także czekamy na rozwój sytuacji pod tym względem. Epstein trałował też sfery tak zwane intelektualne. Wiemy o naszym słynnym fizyku, który już nie żyje, a też się pojawił na tej wyspie mimo swojej niepełnosprawności. Trałowany był też Taleb, czyli popularny autor, który jest autorem koncepcji „czarnego łabędzia” i napisał parę ciekawych książek. Czytałem „Czarnego Łabędzia”. Może nie jest w stu procentach odkryciem Radu i Polonu, ale perspektywa pewnej siatki zależności jest ciekawa. Też próbowali go ściągać, ale on nie skorzystał i Nassim Nicholas Taleb wygłosił następującą tezę: „nie tylko możemy być pewni, że istnieje spisek, ale co gorsza możemy być również pewni, że ci, którzy twierdzą, że żaden spisek nie istnieje, sami biorą w nim udział”.

Czy zatem wjechał kolejny „czarny łabędź”? Czy to będzie jednak miotła, która zmiecie znaczącą część establishmentu politycznego? Czy będzie w Polsce analogia – afera podkarpacka i kelnerzy od „Sowy i Przyjaciół” w jednym? Afera podkarpacka, przypominam, cały czas jest nierozwikłana w żaden sposób. Pokazuje się, że tam wprawdzie byli jacyś bracia, ale… wprawdzie marszałek Sejmu Kuchciński miał pojawiać się na tych nagraniach, które oglądał, jak sam twierdził, funkcjonariusz służby trzyliterowej.

To jest jeszcze jeden powód, żeby dobrze rozumieć, że nie da się tych spraw rozwikłać, nie da się ich doprowadzić do konkluzji prokuratorskich, sądowych, jeżeli nie zmienimy w Polsce władzy. Odzyskajmy niepodległość! Poza tym to też jest dobry kolejny przykład, że jednak poszlaki nie wskazują na istnienie fantomów, tylko wskazują na jakąś tam rzeczywistość. Nie powinniśmy z tego powodu zamykać oczu na tę potworną rzeczywistość. Także powtórzmy na koniec zdanie Nassima Nicholasa Taleba. Moim zdaniem ono jest ciekawe, powinien cytować je z „Najwyższego Czasu!”, ale podpisuję je własnym nazwiskiem: „nie tylko możemy być pewni, że istnieje spisek, ale co gorsza możemy być również pewni, że ci, którzy twierdzą, że żaden spisek nie istnieje, sami biorą w nim udział.

Szanowni Państwo, naszym gościem był Grzegorz Braun. Dziękuję za rozmowę. Serdecznie zachęcam do lektury dwutygodnika „Najwyższy Czas!” i do oglądania naszych programów.

Najnowsze