Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski najwyraźniej na rympał próbuje ratować swoje stanowisko. Mimo wcześniejszych wypowiedzi i twardych deklaracji, postanowił uznać, że są „zastrzeżenia” wobec zakazu wjazdu dla biedaków, zwanego Strefą Czystego Transportu w Krakowie. Odwołał też dotychczasowego dyrektora Zarządu Transportu Publicznego. Wszystko to ma miejsce po wielkim sukcesie akcji zbierania podpisów pod referendum ws. odwołania Miszalskiego, w ramach której w zaledwie dwa tygodnie zebrano już 40 tys. podpisów.
„Szanowni Państwo, podjąłem decyzję o odwołaniu Łukasza Franka ze stanowiska dyrektora Zarządu Transportu Publicznego. Obowiązki dyrektora ZTP przejmie dotychczasowa Zastępczyni – Pani Magdalena Musiał” – napisał na Facebooku Miszalski [pisownia oryg. – red. nczas].
„Ponadto, po zapoznaniu się z wszystkimi głosami i zastrzeżeniami dotyczącymi zakresu i zasad wjazdu do Strefy Czystego Transportu postanowiłem przystąpić do prac nad ich korektą. Poleciłem przygotowanie w ciągu dwóch tygodni szczegółowego raportu” – dodał prezydent Krakowa.
„Zaproponuję rozwiązanie, które pozwoli dalej dbać o zdrowie mieszkańców i powietrze w Krakowie, ale także będzie wyjściem naprzeciw zgłoszonym uwagom” – zapewnił.
Zapowiedź pojawia się w trakcie zbierania podpisów pod referendum w sprawie odwołania Miszalskiego ze stanowiska prezydenta miasta. Akcja ta cieszy się ogromnym poparciem społecznym – w dwa tygodnie zebrano ponad 40 tys. podpisów w tej sprawie. Do ogłoszenia referendum potrzeba zebrać łącznie ponad 58,3 tys. podpisów. Inicjatorzy mają jeszcze 45 dni na zebranie wymaganej ilości podpisów.
W komentarzach pod postem Aleksandra Miszalskiego widać wyraźnie niezadowolenie. Internauci przypominają mu także, że jest to sprzeczne z jeszcze niedawnymi deklaracjami prezydenta Krakowa.
„Jeszcze do niedawna słyszeliśmy, że nie ma potrzeby zmian, że wszystkie zastrzeżenia zostały przeanalizowane, a kierunek działań jest niezmienny. Protesty mieszkańców, uwagi ekspertów i apele społeczne nie skłaniały Pana do korekty stanowiska. Dopiero zebranie blisko 40 tysięcy podpisów pod referendum i realna perspektywa politycznych konsekwencji spowodowały nagłą zmianę decyzji — zarówno personalnej, jak i merytorycznej w sprawie SCT. Czy nie ma Pan wrażenia, że do tych głosów można było pochylić się wcześniej — zanim sytuacja stała się kryzysowa i zanim mieszkańcy musieli sięgnąć po ostateczne narzędzie sprzeciwu, jakim jest referendum?” – napisał pan Szymon.
„Nie można było wcześniej się zapoznać z głosami i zastrzeżeniami?” – pytał Kamil.
„Oj pali się grunt pod nogami, poświęcił kolegę żeby się ratować. Tak nie zachowuje się mężczyzna z klasą” – ocenił Wojciech.
„Przecież wszyscy wiedzą, ze to markowane działania żeby uspokoić ludzi. Daj już Pan spokój bo żenadą czuć” – napisała z kolei Agnieszka.
„Mieszkańcy zgłaszali, że gdy prezentowali uwagi krytyczne wobec SCT podczas konsultacji społecznych, to ich uwagi były odrzucane, a uzasadniano to w sposób absurdalny — że uwagi są 'sprzeczne z ideą’. Pan natomiast odpowiadał mieszkańcom — sam widziałem te Pana komentarze — w sposób arogancki. Jak rozumiem, według Pana konsultacje społeczne są od POTWIERDZANIA WIZJI PREZYDENTA, bo w innym wypadku jest to 'sprzeczne z ideą’? A teraz — gdy jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo sukcesu inicjatywy referendalnej — nagle się Panu o konsultacjach społecznych przypomniało” – podsumował Karol Aleksander.
