Nie milkną echa wokół afery, jaką wywołał amerykański ambasador w Polsce Tom Rose. Do odmowy poparcia przez Włodzimierza Czarzastego wniosku ws. Pokojowej Nagrody Nobla dla Donalda Trumpa odniósł się w „Porannym Ringu” Janusz Korwin-Mikke.
– Zaczęło się od tego, że nie wiadomo, dlaczego Republikanin na ważnym stanowisku w USA i przewodniczący Knesetu zwrócili się, nie wiadomo, dlaczego do p. Czarzastego, żeby poparł kandydaturę JE Donalda Trumpa, co świadczy o zupełnym braku rozeznania. Nie mieli kogo innego poprosić, to poprosili akurat jego – wskazał nestor prawicy wolnościowej w Polsce.
Przypomnijmy, że na początku lutego do Sejmu wpłynęła korespondencja w związku z inicjatywą przewodniczącego Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych Mike’a Johnsona oraz przewodniczącego izraelskiego Knesetu Amira Ochany w sprawie poparcia przez marszałka Sejmu RP ich starań dla przyznania Donaldowi Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla.
– Nie powinni go w ogóle prosić? – pytał prowadzący program Wiktor Świetlik.
Czytaj również: Ambasador USA wezwany na dywanik?! Mentzen: „Znalazłby swoje miejsce w szeregu”
– Oczywiście, że nie powinni – odparł Korwin-Mikke. Jak ocenił, „to jest prywatna prośba”. – I teraz oni proszą p. Czarzastego, który oczywiście nie poparł (wniosku – przyp. red.). Ja też bym nie poparł – dodał.
– Gdyby chodziło o poparcie p. Trumpa w konkursie na najbardziej agresywnego polityka, to ja bym go nominował. Ja lubię agresywnych polityków i ja bym go nominował. Ale do nagrody pokojowej, gdzie ja go nominuję, a na drugi dzień on tam pośle rakiety na Iran albo komandosów na Grenlandię… Oczywiście nie można go poprzeć – stwierdził polityk.
– Wcale się nie dziwię i p. Czarzasty wcale go nie obraził – ocenił.
– Nic takiego obraźliwego nie było i moim zdaniem JE Tomasz Rose postąpił niedopuszczalnie. On nie jest prywatnym ambasadorem JE Donalda Trumpa, tylko jest ambasadorem Stanów Zjednoczonych – wskazał.
– Ja nie mam tutaj żadnych pretensji do p. Czarzastego. Po prostu, jak go poproszono, to się narażono na to, co on zrobi. No i koniec – skwitował Janusz Korwin-Mikke.
