9-tysięczna gmina Brodnica (woj. kujawsko-pomorskie) jest dowodem na to, że jednostka finansów publicznych może funkcjonować bez zadłużania się, a nawet jeśli wyemituje obligacje, to jest w stanie wykupić je w planowanym terminie, bez rolowania długu, bez obciążania mieszkańców dodatkowymi zobowiązaniami finansowymi i bez specjalnego zaciągania pasa.
W latach 2019–2026 gmina spłaciła całe swoje zadłużenie w wysokości ponad 15 mln złotych. Co więcej, jednocześnie w Brodnicy wygenerowano nadwyżkę budżetową! W tym samym czasie największe miasta Polski (Kraków, Warszawa, Łódź, Wrocław) wprost toną w długach, a rząd corocznie generuje rekordowe deficyty budżetowe – 271,7 mld złotych na rok 2026, co przekłada się na rosnące zadłużenie publiczne.
Według oficjalnej informacji rządowej przewidywana relacja długu sektora instytucji rządowych i samorządowych (według definicji Unii Europejskiej) do PKB na koniec 2025 roku wyniosła 59,8 proc., a na koniec 2026 roku sięgnie 66,2 proc., łamiąc tym samym limity konstytucyjne. W efekcie prowadzenia tak lekkomyślnej i nierozsądnej polityki w ciągu kilku lat koszt obsługi zadłużenia publicznego skoczył trzykrotnie i w tym roku jest rekordowy – zaplanowano go na poziomie 90 mld złotych.
Dlaczego władze publiczne różnych szczebli – zarówno centralne, jak i samorządowe – nie biorą dobrego przykładu z wójta Brodnicy Adama Zalewskiego, a podążają w przeciwnym kierunku, masakrując finanse budżetu państwa, jednostek pozabudżetowych i samorządowych?
Domowe zasady zarządzania pieniędzmi
Wydaje się, że wójt Zalewski na samorząd przeniósł domowe zasady zarządzania pieniędzmi. Z jego oświadczenia majątkowego z 2024 roku wynika, że nie miał on zaciągniętych prywatnych kredytów i pożyczek, a zamiast nich posiadał majątek w nieruchomościach i spore oszczędności. Tylko pogratulować! Tymczasem dla kontrastu wystarczy zajrzeć do oświadczeń majątkowych pierwszych z brzegu posłów czy ministrów (i to nie tylko tej kadencji), by przekonać się, że sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie.
Skoro ci ludzie nie potrafią zarządzać własnym majątkiem, oszczędzać, inwestować, to tym bardziej nie będą umieli tego robić przy zarządzaniu jednostkami finansów publicznych, uzasadniając nowe długi, czymkolwiek się tylko da. A prawda jest taka, że nie istnieje dobra argumentacja na zaciągnie kolejnych długów. Zawsze władze mogą funkcjonować tak, by wydawać tyle, ile mają przychodów. I ani grosza więcej! Brodnica jest na to doskonałym dowodem.
Przykład idzie z góry!
Niestety zły przykład idzie z góry – rząd przedkłada parlamentowi kolejne rekordowe deficyty budżetowe, a ten bez racjonalnych analiz uchwala takie szkodliwe ustawy, coraz bardziej zadłużając kolejne pokolenia. Skutki nadmiernego zadłużenia mogą być jeszcze ciekawsze. Nie zapominajmy o Ostrowicach w woj. zachodniopomorskim, która to gmina funkcjonowała na dokładnie przeciwnych zasadach niż Brodnica.
Skończyło się to dla niej fatalnie. W rezultacie brania chwilówek w parabankach głównie na konto „inwestycji” z udziałem unijnych dotacji Ostrowice zadłużyły się do poziomu 20,5 tys. złotych na osobę i zwyczajnie zbankrutowały. 1 stycznia 2019 roku gmina została zlikwidowana, a jej dług został pokryty z budżetu państwa. Teraz tą samą drogą idzie gmina Sulmierzyce w woj. łódzkim z kwotą długu na osobę w wysokości 14 680 złotych na koniec 2024 roku.
Dług ukryty
Niestety dług oficjalny to nie wszystko. Przerażające jest to, jak Polska wygląda na tle aktywów emerytalnych w różnych państwach na świecie: USA – 11,8 bln USD, Japonia – 2,1 bln USD, Kanada – 1,8 bln USD, Australia i Holandia – po 1,1 bln USD, Korea Południowa – 948 mld USD (dane Global SWF na styczeń 2026 roku). Nie ma się co dziwić, że ichnie fundusze emerytalne wykupują firmy na całym świecie, w tym również w Polsce. Coś muszą z tymi bilionami robić. A co my mamy zamiast podobnych aktywów? ZUS i ukryty dług z tytułu przyszłych zobowiązań emerytalnych na poziomie 300 proc. PKB!
Otóż według Eurostatu naliczone uprawnienia z ubezpieczeń społecznych w Polsce w 2015 roku wynosiły 1163 mld euro, w 2018 roku – 1439 mld euro, a w 2021 roku – 1737 mld euro (300 proc. PKB). Licząc bardzo zachowawczo, w 2024 roku będzie to (Eurostat nie dysponuje jeszcze tymi danymi) już około 2100 mld euro. Czyli łącznie jesteśmy zadłużeni nie na ponad 60 proc. PKB (zadłużenie publiczne), a na ponad 360 proc. PKB! Próbowano poprawić tę fatalną sytuację, wprowadzając koślawe, bo koślawe, ale jednak instrumenty finansowe, które pomogłyby oszczędzać na emeryturę – czyli OFE. Jednak w pewnym momencie poprzedni rząd Donalda Tuska zdecydował o ich zdegradowaniu i odebraniu OFE 150 mld złotych.
