Unia Europejska proponuje nowe sankcje wobec Moskwy w czwartą rocznicę rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Już 20. pakiet sankcji został przedstawiony przez Ursulę von der Leyen i ma objąć sektor bankowy i energetyczny, w tym zakaz świadczenia usług morskich rosyjskim tankowcom.
„To jeszcze bardziej zmniejszy dochody Rosji z energii i utrudni znalezienie nabywców na jej ropę” – powiedziała Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej. Zanim nowe sankcje wejdą w życie, musi jeszcze je zatwierdzić 27 państw członkowskich Unii Europejskiej.
Tymczasem w tym roku po raz pierwszy rosyjska gospodarka osiągnęła zaledwie 1 proc. wzrost, ale stało się to nie dzięki 19 pakietom sankcji UE, ale obniżce światowych cen ropy, dzięki działaniom USA i Donalda Trumpa. M. in. atak na Wenezuelę, olbrzymi rezerwuar tego surowca, spowodował nie tylko załamanie się komunizmu na Kubie, ale możliwy duży dopływ wenezuelskiej ropy na rynek i być może dalszą obniżkę cen. Bez dochodów z ropy Rosji na wojnę nie będzie stać.
Konkretem jest też np. nacisk na Algierię i groźba wprowadzenia sankcji za zakup przez ten kraj rosyjskich myśliwców. Algier jeszcze w 2019 r. zamówił 26 myśliwców i bombowców od rosyjskiej firmy Suchoj. 3 lutego szef Biura ds. Bliskiego Wschodu w amerykańskim Departamencie Stanu, Robert Palladino, zasugerował wprowadzenie sankcji i uważne przyjrzenie się kontraktowi z Rosją.
Amerykanie mają tu spore możliwości, bo mają regularne kontakty z Algierem w sprawie Sahary Zachodniej, będącej przedmiotem sporu między Algierią a Marokiem. „Ściśle współpracujemy z rządem Algierii w kwestiach, w których mamy wspólne interesy” – dodał Robert Palladino. I do kogo pasuje tu hasło – robimy, nie gadamy?
