Strona głównaGŁÓWNYDroga Trumpa bez sekretów. Władze ujawniły szczegóły

Droga Trumpa bez sekretów. Władze ujawniły szczegóły

-

- Reklama -

Władze Stanów Zjednoczonych i Armenii ujawniły zasady, na jakich będzie funkcjonowała tzw. „Droga Trumpa”, czyli linia kolejowa łącząca Azerbejdżan z Nachiczewaniem i dalej Turcją. Droga ta ma według jej autorów umocnić pokój na południowym Kaukazie, a także zwiększyć znaczenie tego regionu w międzynarodowym handlu.

Jej ideę szczegółowo wcześniej omówili przywódcy Azerbejdżanu Ilcham Alijew i Armenii Nikol Paszynian przy pośrednictwie prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Erewań ma nadzieję, że „Droga Trumpa” da Armenii niezbędne gwarancje bezpieczeństwa i pozwoli na realizację ormiańskiego programu „skrzyżowanie pokoju”, które także pozwoli republice osiągnąć tranzytowe zyski.

- Reklama -

„Droga Trumpa” będzie przebiegać w Sjunikskim Obwodzie, wzdłuż granicy z Iranem, w niewielkiej od niej odległości. Odcinek ten będzie bardzo krótki i będzie mieć długość 42 km. Azerbejdżan zadeklarował, że już w 2026 r. doprowadzi swój odcinek torów do granicy z Armenią. Ta deklaruje natomiast, że do prac przystąpi dopiero w drugiej połowie br. Obecnie przygotowuje dokumentację drogi kolejowej, na wykonanie której Waszyngton miał wydzielić 140 mln USD. „Drogę Trumpa”, jak oficjalnie ogłoszono, obsługiwać będzie armeńsko-amerykańska kompania TRIPP Development.

Przez pierwsze 49 lat funkcjonowania drogi, 74 proc. jej akcji będzie należeć do Amerykanów, a 26 proc. do strony armeńskiej. Po upływie okresu eksploatacji umowa może być przedłużona o kolejne 50 lat. Wtedy też jednak kontrolę nad linią będą sprawować Amerykanie. Do nich należeć będzie 51 proc. akcji spółki. Armenia będzie musiała się zadowolić 49 proc. akcji. Przedstawiciele Armenii robią jednak dobrą minę do złej gry i mówią, że umowa z Amerykanami jest nie tylko korzystna, ale i sprawiedliwa.

Minister Spraw Zagranicznych Armenii Ararat Mirzoian wytłumaczył, że jego kraj nic nie inwestuje w realizację obiektu. Daje tylko zgodę na jego wdrożenie w życie. Wszystkie koszty inwestycji ma ponieść strona amerykańska. Amerykanom nie będzie wolno też odsprzedać akcji spółki państwom trzecim, np. Azerbejdżanowi. W trakcie działalności TRIPP Development w żadnym stopniu nie zostanie też naruszona suwerenność Armenii. To ona będzie też sprawować całkowitą kontrolę nad funkcjonowaniem linii, dbać o jej bezpieczeństwo, sprawować kontrolę celno-paszportową, wydawać pozwolenia na przewóz towarów, przeprowadzać inspekcje i rewizje.

Bez Rosji i Turcji

Szef armeńskiej dyplomacji zaznaczył też w toku rozmów ze stroną amerykańską, że nie brano pod uwagę uczestnictwa w projekcie Rosji i Turcji, ponieważ jest to wyłącznie armeńsko-amerykańska inicjatywa. Mirzoian zastrzegł jednak, że współpraca z nimi będzie konieczna dla wykorzystania tranzytowego potencjału. Armenia oczekuje od Turcji, że otworzy granicę, a od Rosji, że podłączy swoją infrastrukturę kolejową.

Erewań liczy także, że Waszyngton wywiąże się ze swych zobowiązań i dopilnuje, by Azerbejdżan zgodnie ze swymi zobowiązaniami nie tylko odblokuje zamkniętą dla niego komunikację w regionie i dopilnuje, by nie naruszał on jego suwerenności.

Zdaniem wielu obserwatorów droga nazwana jego nazwiskiem jest potrzebna Trumpowi do zwiększenia ekspansji USA w Centralnej Azji. Temu też służy zaproszenie przywódców dwóch największych państw tego regionu, czyli Kazachstanu i Uzbekistanu do Rady Pokoju, mającej zarządzać sektorem Gazy i zajmować się jego odbudową. Trump wysłał zaproszenia do liderów wielu państw, licząc, że staną się one członkami-założycielami. Każdy, kto przyjmie tę godność i zgadza się pracować pod kierownictwem Trumpa, może zasiadać w radzie przez trzy lata. Jeżeli zaś chciałby sprawować tę „godność” dłużej i mieć w niej stałe miejsce, musi wnieść wkład nie niższy niż 1 mld USD.

Dla prezydenta Kazachstanu to zaszczyt

Jednym z pierwszych, którzy otrzymali zaproszenie do Rady Pokoju, był prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew. Ten oczywiście zaproszenie nie tylko przyjął, ale wykorzystał je politycznie, podkreślając, że zaproszeniem prezydent USA daje wyraz uznania dla roli Kazachstanu w świecie. Tokajew wysłał Trumpowi list z wyrazami szczerej wdzięczności i potwierdzeniem, że zgadza się wejść do tego szacownego grona. Podkreślił też, że Kazachstan jest gotowy do wniesienia jak największego wkładu w osiągnięcie pokoju na Bliskim Wschodzie, zwiększenia międzynarodowego zaufania i globalnej stabilności.

By Tokajew nie czuł się za bardzo wyróżniony i nie uznał, że jest przywódcą regionu, Trump wysłał zaproszenie do wstąpienia do Rady Pokoju także przywódcy Uzbekistanu Szawkatowi Mirzijojewowi. On także zgodził się, by Uzbekistan stał się członkiem-założycielem Rady. Uczynił to może mniej entuzjastycznie. Podkreślił w swym oświadczeniu aktualność inicjatywy. Jego zdaniem powołanie Rady może przyczynić się do rozwiązania wszystkich konfliktów na Bliskim Wschodzie.

Potrzebni są sponsorzy

O utworzeniu Rady Pokoju Trump poinformował 16 stycznia. Wtedy też podano, że to on osobiście będzie decydował, kogo zaprosi do członkostwa w tym organie. Trump będzie też przewodniczącym Rady. Decyzje Rada ma – według pierwszych doniesień – podejmować większością głosów. Jednak decydujący głos w razie jakichkolwiek rozbieżności czy wątpliwości będzie należeć do przewodniczącego, czyli Trumpa. Rada być może będzie więc tylko głosem doradczym i honorowym. Trump liczy, że dla wielu przywódców członkostwo w Radzie, której on jest przewodniczącym, będzie na tyle pociągające, że uznają za celowe wykupienie dla siebie stałego miejsca i uiszczą składkę, wynoszącą 1 mld USD! Za coś tę Gazę trzeba będzie przecież odbudowywać. Faktyczną władzę w Gazie będzie sprawował Komitet Wykonawczy, w składzie którego znaleźli się sekretarz stanu Marco Rubio, specjalny wysłannik Trumpa Steve Witkoff, zięć Trumpa Jared Kushner, były premier Wielkiej Brytanii Trony Blair, szef Banku Światowego Ajay Banga i zastępca doradcy ds. Bezpieczeństwa Narodowego Robert Gabriel.

W Gazie będą rządzić więc Amerykanie. Potrzebni są im jednak do tego sponsorzy. Nie zamierzają bowiem na ten cel wydawać własnych pieniędzy.

Najnowsze