Strona głównaGŁÓWNYW sposób miły albo trudniejszy. "Interwencja wojskowa USA zawsze wchodzi w grę"

W sposób miły albo trudniejszy. „Interwencja wojskowa USA zawsze wchodzi w grę”

-

- Reklama -

Prezydent Donald Trump zapewnił podczas wystąpienia na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w Szwajcarii, że chce negocjować przejęcie Grenlandii, przedstawił to jako strategiczną konieczność i podkreślił, że nie zamierza używać siły militarnej. „Ludzie myśleli, że użyję siły. Nie chcę używać siły. Nie użyję siły” – oznajmił. Czas pokaże, czy mówił to z przekonaniem.

„Stany Zjednoczone proszą jedynie o miejsce zwane Grenlandią, które już kiedyś było naszym terytorium, ale z szacunkiem oddaliśmy je Danii niedługo po tym, jak pokonaliśmy Niemców, Japończyków, Włochów i innych w II wojnie światowej – dodał. – Dlatego dążę do natychmiastowych negocjacji, aby ponownie omówić przejęcie Grenlandii przez Stany Zjednoczone”.

- Reklama -

Prezydent wyjaśnił przy okazji, że jego plan nie jest zagrożeniem dla NATO, mało tego – zwiększyłby bezpieczeństwo całego sojuszu. Powiedział też, że jego zainteresowanie koncentruje się przede wszystkim na bezpieczeństwie, a nie na surowcach mineralnych.

Rywale intensyfikują ambicje

W niedawnym wywiadzie dla „New York Timesa” prezydent powiedział, że USA muszą posiadać całą Grenlandię, zamiast polegać na długotrwałych traktatach, które dają im szerokie uprawnienia do prowadzenia tam instalacji wojskowych. „Własność daje coś, czego nie można uzyskać za pomocą dzierżawy lub traktatu – wyjaśnił. – Własność daje rzeczy i elementy, których nie można uzyskać jedynie poprzez podpisanie dokumentu”.

Grenlandia i Dania wielokrotnie podkreślały, że terytorium to nie jest na sprzedaż i nie ma zamiaru zostać włączone do USA. Wielu europejskich przywódców również przyłączyło się do Danii, twierdząc, że USA nie mogą przejąć kontroli.

Amerykanie chcieli kupić wyspę jeszcze w XIX wieku. Trump po raz pierwszy wspomniał o pomyśle przejęcia Grenlandii w 2019 r., podczas swojej pierwszej kadencji; już wtedy spotkał się z oporem w Waszyngtonie, w tym ze strony członków własnej partii. Tak jest i dzisiaj.

Eksperci ds. bezpieczeństwa i duńscy politycy zauważają, że na mocy mało znanego porozumienia obronnego z czasów zimnej wojny USA już teraz cieszą się szerokimi uprawnieniami do prowadzenia działań wojskowych na Grenlandii. Pakt obronny z 1951 r. między USA a Danią pozwala siłom amerykańskim na budowę, utrzymywanie i eksploatację baz wojskowych, także stacjonowanie personelu oraz kontrolę ruchu powietrznego i morskiego na całej wyspie. USA dzisiaj mają prawa, które pozwalają im na rozbudowę baz wojskowych na wyspie w razie potrzeby. Innymi słowy, Pentagon nie potrzebuje zezwoleń, aby chronić tam amerykańskie interesy. Ale Trump chce więcej, bowiem doskonale wie, co oznacza i daje własność. Choć jego żądania mogą być dla niektórych kontrowersyjnie, a nawet szokujące, w rzeczywistości są – z punktu widzenia USA a nawet Europy – zdroworozsądkowe. Czy się to komuś podoba, czy nie – najmniej istotna jest tutaj Dania, w polityce międzynarodowej to kraj bez znaczenia.

Trump argumentuje, że istniejące porozumienia mogą być niewystarczające, ponieważ rywale intensyfikują swoje ambicje w regionie. Rosja znacznie rozszerzyła swoją obecność wojskową w Arktyce, ponownie otwierając bazy z czasów sowieckich, budując nowe porty i rozmieszczając zaawansowane systemy rakietowe. Chiny, choć nie są państwem arktycznym, ogłosiły się „państwem bliskoarktycznym” i zainwestowały znaczne środki w badania polarne, infrastrukturę i projekty wydobywcze związane z ich globalnymi łańcuchami dostaw. Chińskie firmy już posiadają mniejszościowe udziały w przedsięwzięciach wydobywczych związanych z niektórymi z najbardziej obiecujących obszarów Grenlandii. Chociaż te inwestycje mogą wydawać się niewielkie, ich konsekwencje są znaczące.

Jak zauważa ambasador USA przy NATO Matt Whitaker, tak wyglądająca Grenlandia stanowi coraz większe zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników, zwłaszcza że Dania i NATO nie są odpowiednio przygotowane do zapewnienia bezpieczeństwa temu strategicznemu terytorium.

Musimy coś zrobić

Trump uważa, że kontrola USA nad Grenlandią jest niezbędna dla bezpieczeństwa narodowego i ostrzega, że brak działań otworzy drzwi do rosyjskich lub chińskich wpływów w Arktyce. „Jeśli nie przejmiemy Grenlandii, będziemy mieli Rosję lub Chiny za sąsiadów. To się nie może wydarzyć” – mówi. Dla niego to strategiczny imperatyw, a nie dyplomatyczna ciekawostka. „Zrobimy coś w sprawie Grenlandii, czy im się to podoba, czy nie” – dodaje.

Jego zdaniem Dania nie może rościć sobie prawa do Grenlandii tylko dlatego, że przejęła kontrolę nad wyspą kilka wieków temu. „Chciałbym zawrzeć umowę w prosty sposób. Ale jeśli nie zrobimy tego w prosty sposób, zrobimy to w trudniejszy sposób – mówi. – Jestem też fanem Danii. Byli dla mnie bardzo mili. Jestem ich wielkim fanem. Ale fakt, że 500 lat temu przypłynął tam ich statek, nie oznacza, że są właścicielami tej ziemi. Jestem pewien, że my też mieliśmy tam wiele statków”.

I wyjaśnia: „Ale potrzebujemy tego, ponieważ jeśli spojrzycie na sytuację wokół Grenlandii, to wszędzie zobaczycie rosyjskie niszczyciele, Chińczyków, rosyjskie okręty podwodne. Nie pozwolimy Rosji ani Chinom okupować Grenlandii, a to właśnie zrobią, jeśli my tego nie zrobimy. Więc zrobimy coś z Grenlandią, albo w miły sposób, albo w trudniejszy”.

Kupić czy zdobyć?

Wiadomo, że Trump i urzędnicy Białego Domu omawiają różne plany, w tym potencjalne wykorzystanie amerykańskiej armii i jednorazowe wypłaty dla Grenlandczyków w ramach próby przekonania ich do odłączenia się od Danii. Sekretarz stanu Marco Rubio tłumaczył, że prezydent chce nabyć Grenlandię w drodze zakupu, a nie interwencji wojskowej. Pojawiły się szybko pomysły, że Waszyngton jest w stanie wypłacić każdemu mieszkańcowi wyspy do 100 tysięcy dolarów na osobę, co łącznie wyniosłoby prawie 6 miliardów. Opracowano również kosztorys, który zakłada, że potencjalna transakcja będzie kosztować 700 miliardów. Amerykę łatwo na to stać (więcej na ten temat w tekście Wojciecha Tomaszewskiego – dop. red.).

Jednakże jakby przy okazji, tuż po interwencji w Wenezueli Biały Dom oświadczył, że „interwencja wojskowa USA zawsze wchodzi w grę”.

„Prezydent Trump jasno dał do zrozumienia, że przejęcie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych i ma kluczowe znaczenie dla odstraszania naszych przeciwników w regionie Arktyki – powiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. – Prezydent i jego zespół omawiają szereg opcji, aby osiągnąć ten ważny cel polityki zagranicznej, a wykorzystanie amerykańskich sił zbrojnych jest oczywiście zawsze jedną z opcji, którymi dysponuje naczelny dowódca”.

Amerykanie, gdyby chcieli, już dzisiaj mogliby wbić własną flagę na wyspie i nikt nie kiwnąłby palcem. Europa oprócz werbalnego sprzeciwu nie dysponuje bowiem żadnymi narzędziami, aby Trumpa powstrzymać.

Nikt nie będzie walczył z USA

Zdecydowana większość amerykańskich polityków, łącznie z członkami Partii Republikańskiej nie wyobraża sobie siłowego zdobycia wyspy. Mimo to oświadczenie Białego Domu jest godne uwagi, gdyż nawet zastępca szefa personelu Białego Domu Stephen Miller, faktycznie osoba numer dwa w państwie, sugerował wcześniej, że interwencja wojskowa prawdopodobnie nie będzie konieczna. Poddaje on w wątpliwość prawo Danii do kontroli nad Grenlandią.

„Na czym opiera się ich roszczenie terytorialne? – pyta Miller. – Na czym opiera się ich prawo do posiadania Grenlandii jako kolonii Danii?” Dodaje jednak, że nie mają sensu rozważania, czy administracja USA skorzysta z interwencji zbrojnej. „Nie ma potrzeby nawet myśleć ani rozmawiać o tym w kontekście operacji wojskowej. Nikt nie będzie walczył z USA militarnie o przyszłość Grenlandii” – twierdzi.

Lider większości w Senacie John Thune, republikanin z Południowej Dakoty, próbuje uspokoić sytuację. Twierdzi, że akcja militarna „nie jest czymś, co ktokolwiek poważnie rozważa w tym momencie”. Z kolei spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson, republikanin z Luizjany, uważa, że „nikt nie rozważa” wojskowego przejęcia Grenlandii.

Trump jest jednak uparty. „Jeśli nie przejmiemy Grenlandii, zrobią to Rosja lub Chiny, a ja na to nie pozwolę” – twierdzi. Zaznacza, że jest otwarty na zawarcie porozumienia z autonomicznym terytorium duńskim, „ale tak czy inaczej, będziemy mieli Grenlandię”.

Tuż przed niedawnym spotkaniem wiceprezydenta JD Vence’a z delegacją duńską i grenlandzką Trump powiedział, że NATO powinno pomóc Stanom Zjednoczonym w przejęciu Grenlandii, a inne rozwiązania niż amerykańska kontrola nie wchodzi w grę. „NATO stanie się znacznie potężniejsze i skuteczniejsze, gdy Grenlandia znajdzie się w rękach Stanów Zjednoczonych – oznajmił. – Wszystko inne jest nie do przyjęcia”.

Zaważą pieniądze?

Po wysłaniu przez kilka państw europejskich komicznych „oddziałów wojskowych” na wyspę w solidarności z Danią, amerykański prezydent zagroził nałożeniem ceł na te kraje, a także na kraje, które „nie zgodzą się” na jego dążenia do przejęcia kontroli nad Grenlandią.

„Przez wiele lat subsydiowaliśmy Danię i wszystkie kraje Unii Europejskiej i inne, nie pobierając od nich ceł ani żadnych innych form wynagrodzenia. Teraz, po stuleciach, nadszedł czas, aby Dania się odwdzięczyła – stawką jest pokój na świecie!” – napisał Trump w Truth Social przed wylotem do Davos. – Teraz, ze względu na Złotą Kopułę i współczesne systemy uzbrojenia zarówno ofensywnego, jak i defensywnego, potrzeba NABYCIA jest szczególnie ważna”.

Kluczowe jest słowo „nabycia”. Być może Dania i Europa będą musiały niedługo przyjąć do wiadomości, że lepiej mieć jakieś pieniądze lub ich nie mieć, bo wyspa i tak będzie amerykańska.

W szumie medialnym cenna wydaje się uwaga, którą na temat taktyki Trumpa podzielił się były republikański przewodniczący Izby Reprezentantów Newt Gingrich. „Myślę, że robi dużo szumu, aby przygotować grunt pod negocjacje i uzyskać to, czego chce, czyli prawa turystyczne, gospodarcze, do zasobów mineralnych i bezpieczeństwa narodowego” – powiedział Gingrich.

I chyba tego należy się trzymać.

Najnowsze