Strona głównaGŁÓWNYZielone straty Szwecji. Odnawialne źródła energii okazały się kompletną klapą

Zielone straty Szwecji. Odnawialne źródła energii okazały się kompletną klapą

-

- Reklama -

Zaawansowana w zielone technologie Szwecja jest świetnym dowodem na to, że inwestowanie w nie przynosi straty, a bez dotacji od podatników nikt by sobie nie zawracał nimi głowy.

Odnawialne źródła energii w Szwecji kontynuują przynoszenie strat. Od 2020 roku zdecydowana większość farm wiatrowych w tym kraju była na minusie. W 2024 roku straty były rekordowe i wyniosły 6,3 mld SEK (2,46 mld zł), podczas gdy strata rok wcześniej wyniosła 5,2 mld SEK (2,03 mld zł).

- Reklama -

Straty na wietrze

W 2024 roku 80 proc. szwedzkich turbin wiatrowych znajdowało się w firmach generujących straty. Na przykład państwowy Vattenfall w 2023 roku na energii wiatrowej stracił 370 mln SEK (145 mln zł), a w 2024 roku – 870 mln SEK (341 mln zł). Z kolei farma wiatrowa Markbygden Ett, której budowa kosztowała 8 mld SEK (3,1 mld zł), przez pięć lat funkcjonowania przyniosła łączne straty na poziomie 4 mld SEK (1,56 mld zł). Na dodatek rosnąca moc zainstalowana nie przekłada się na wzrost przychodów. Rok 2024 był pierwszym rokiem, w którym nastąpił również spadek przychodów. Spadek sprzedaży o 7 proc. w latach 2023–2024 nastąpił pomimo 19-proc. wzrostu ilości energii elektrycznej wytwarzanej z elektrowniach wiatrowych. Trwałe straty oznaczają, że branża jest uzależniona od ciągłych dopłat.

Jako jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy autorzy serwisu www.nationalekonomi.se wskazują montowanie coraz wyższych turbin wiatrowych, co prowadzi do większej liczby uszkodzeń i konieczności napraw. Na początku 2025 roku 51 z 60 turbin wiatrowych w Björnberget koło Sundsvall było nieużywanych. Powodem były pęknięcia łopat wirnika. Elektrownia korzystała z największych łopat turbin dostępnych na rynku, firmy Siemens Gamesa, co wiązało się z poważnymi problemami technicznymi. Istnieje więcej przesłanek wskazujących na to, że zwiększona wysokość wiatraków prowadzi do krótszej żywotności. Szwedzka Agencja Energetyczna wskazuje, że istnieje wyraźny związek odwrotnie proporcjonalny między żywotnością turbin a ich wysokością. Im wyższa turbina, tym krótszy jej okres eksploatacji.

Energetyka wiatrowa w Szwecji rozwija się dzięki rozległemu finansowaniu kontrolowanemu politycznie. Chodzi o korzystnie oprocentowane kredyty Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz państwowe dotacje. Na przykład za niewytwarzanie energii przy silnym wietrze niektóre elektrownie otrzymują dopłaty od Svenska Kraftnät, operatora systemu przesyłu energii elektrycznej. W dłuższej perspektywie skraca to jednak żywotność elektrowni, ponieważ łopaty wirnika są zbudowane tak, aby podążać za wiatrem, a nie mu się przeciwstawiać. Farmy wiatrowe przynoszą ubytki także innego typu. Otóż elektrownie te nie pokrywają kosztów spadku wartości nieruchomości, które w Szwecji szacowane są na 100 mld SEK (39 mld zł). Zdaniem autorów analizy Christiana Sandstroma i Christiana Steinbecka dalszy rozwój energetyki wiatrowej w Szwecji może jedynie pogorszyć sytuację.

Zielone bankructwa

W Szwecji rośnie też liczba bankructw firm instalujących systemy fotowoltaiczne. Jak wynika z danych branżowego serwisu Laddtorsk, w 2024 roku upadło 147 takich firm, a w pierwszych dziesięciu miesiącach 2025 roku – już 160. Największe bankructwa w 2025 roku to: Sun4Energy AB z obrotem na poziomie 279 mln SEK (109 mln zł), Svenskt ByggMontage AB czy Niutech Sol och Energi AB. W 2024 roku największa upadłość dotyczyła spółki Eways AB, której obroty wyniosły 261 mln SEK (102 mln zł). Wśród przyczyn bankructw wymieniana jest m.in. obniżka rządowych dotacji. Również inne zielone projekty w Szwecji popadły w kłopoty. Startup Stegra, zajmujący się tzw. zieloną stalą, ma poważne problemy finansowe. Firmie brakuje funduszy do zbudowania huty i oczekuje się, że wkrótce dojdzie do bankructwa tego projektu. Z kolei międzynarodowy koncern Arcelor Mittal mimo publicznego wsparcia w wysokości 14 mld SEK (5,4 mld zł) nie był w stanie uczynić opłacalnymi stalowych projektów opartych na wodorze.

Nie lepiej jest z zielonymi inwestycjami w innych krajach Unii Europejskiej. Po miliardach euro dopłat i publicznych subwencji do 2025 roku zostało zamkniętych lub zawieszonych około 60 dużych projektów wodorowych. Przykładem dużej firmy rezygnującej z projektów wodorowych jest francuski producent pociągów Alstom. Ich finansowanie pochodziło z unijnego programu Hydrogen IPCEI, który wymagał współfinansowania krajowego. Po decyzji władz Francji o wycofaniu wsparcia krajowego środki unijne stały się niedostępne. A bez nich inwestycja jest niemożliwa. W Polsce nadal na ślepo i bez namysłu bierze się unijne dotacje, a co gorsze, kredyty z KPO i nie tylko – byle tylko je przepalić.

Analiza trendów i mechanizmów finansowania pokazuje, że w 2026 roku sektor wodorowy będzie nadal podlegał wysokiemu ryzyku. Jak zauważa Christian Sandstrom, projekty zależne od wielopoziomowych dotacji, gwarancji i pożyczek są szczególnie narażone na zawieszenie lub zamknięcie, co oznacza kontynuację obecnej tendencji odrzucania lub przerywania projektów. Podsumowując: obecne problemy wodorowe wynikają zarówno z wysokich kosztów produkcji, ograniczonej ich realnej opłacalności, jak i skomplikowanego systemu finansowania. Trend rezygnacji z projektów i zawieszania inwestycji będzie prawdopodobnie kontynuowany w 2026 roku. A przecież wodór jest jednym z priorytetów zielonej polityki Komisji Europejskiej!

Europejska Komisja Gospodarcza ONZ (UNECE) wskazuje, że energia z fotowoltaiki i wiatru prowadzi do wyższych kosztów wytworzenia energii elektrycznej. Latem 2025 roku Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej ogłosiła, że 91 proc. nowych projektów dotyczących energii słonecznej i wiatrowej jest tańszych niż tych zasilanych paliwami kopalnymi. ONZ nazwała to „pozytywnym punktem zwrotnym”, a media bezkrytycznie powieliły te informacje. Jednak wyliczenia te opierają się o niepełny wskaźnik kosztów LCOE. W rzeczywistości po uwzględnieniu kosztów systemowych: bilansowania, sieci, elastyczności systemu, ekstremalnych warunków pogodowych, zmienności cen czy kosztów zewnętrznych energia uznawana za tanią w produkcji może kosztować nawet 2,5 razy więcej! – podaje szwedzki serwis affarsvarlden.se. Raport Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ podkreśla, że wskaźnik LCOE nie odzwierciedla rzeczywistych kosztów i nie nadaje się do projektowania polityki energetycznej, a energetyka powinna utrzymać się sama, bez konieczności stosowania wysokich subsydiów.

Amerykański nóż w plecy

Tymczasem Stany Zjednoczone przyjmują twarde stanowisko wobec europejskiej polityki klimatycznej. W nowej strategii bezpieczeństwa z grudnia 2025 roku Waszyngton wskazuje, że ideologie związane ze zmianami klimatu i „zerową emisją netto” mogą stanowić bezpośrednie zagrożenie dla amerykańskich interesów, a w niektórych przypadkach wręcz wzmacniać przeciwników USA na świecie. Dokument podkreśla, że kluczowym elementem bezpieczeństwa narodowego USA jest silny i prosperujący sektor energetyczny oparty na tradycyjnych źródłach: ropie naftowej, gazie, węglu i energii jądrowej. Taka strategia ma przynieść korzyści zarówno gospodarce, tworząc dobrze płatne miejsca pracy, jak i konsumentom.

Według dokumentu europejska polityka klimatyczna nastawiona na osiągnięcie zerowej emisji netto jest sprzeczna z interesami USA. Administracja amerykańska ocenia ją jako zagrożenie zarówno dla Europy, jak i dla Stanów Zjednoczonych. Strategia USA nie szczędzi krytyki Unii Europejskiej. Kontynent jest przedstawiany jako region w kryzysie gospodarczym i cywilizacyjnym, zagrożony nadmiernymi regulacjami, migracją, cenzurą, spadkiem liczby urodzeń, ponadnarodowymi rządami i osłabieniem suwerenności narodowej. Rosnący wpływ partii patriotycznych w Europie określany jest jako „powód do optymizmu”, jednak dokument wskazuje także na utratę konkurencyjności i rosnącą zależność kontynentu od zewnętrznych źródeł energii, co w kontekście wojny na Ukrainie stanowi poważne ryzyko.

Amerykańskie władze zwracają uwagę, że zmiany demograficzne mogą w perspektywie kilku dekad wpłynąć na skład populacji krajów NATO, co może zagrozić tożsamości sojuszu i wizerunkowi USA jako partnera. Według dokumentu słabsza i bardziej zależna Europa staje się mniej wiarygodnym sojusznikiem, co daje pole do działań Rosji i Chin. Stany Zjednoczone dążą do tego, by Europa odzyskała siłę przemysłową i wzięła większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo energetyczne oraz obronne. Równocześnie USA chcą pozycjonować się jako dostawca taniej energii i wsparcia militarnego.

Nowa amerykańska strategia podkreśla również potrzebę stabilizacji relacji między Europą a Rosją, co wymagać ma „znacznego zaangażowania dyplomatycznego ze strony USA”. Dokument definiuje kluczowe cele amerykańskiej polityki wobec Europy obejmujące przywrócenie stabilności gospodarczej i strategicznej na kontynencie. Dla Amerykanów istotne jest wspieranie patriotycznych ruchów mających wzmacniać tożsamość narodową i wartości demokratyczne oraz otwarcie europejskich rynków na amerykańskie towary i usługi przy jednoczesnym zapewnieniu uczciwego traktowania amerykańskich firm. Waszyngton nie zrezygnuje też z wywierania presji na Brukselę w odpowiedzi na wrogie praktyki gospodarcze.

Najbardziej kontrowersyjnym elementem strategii jest bezpośrednie wskazanie unijnej polityki klimatycznej jako zagrożenia. Stany Zjednoczone odrzucają dążenie do zerowej emisji netto, uznając je za katastrofalne dla gospodarki Europy, a w konsekwencji również szkodliwe dla interesów amerykańskich. Dokument jasno sygnalizuje, że w polityce Waszyngtonu kwestie energetyczne i bezpieczeństwa są nierozerwalnie powiązane z geopolityką oraz interesami gospodarczymi państwa. – Po prostu spójrzmy prawdzie w oczy. Ropa naftowa, gaz i węgiel napędzają świat. Kropka. Nie da się zbudować turbiny wiatrowej, panelu słonecznego ani elektrowni atomowej bez ogromnych ilości ropy naftowej, gazu i węgla. Tak działa świat – powiedział Chris Wright, sekretarz energii USA.

Najnowsze