W ostatnim czasie rozgorzała dyskusja na temat zarobków lekarzy w Polsce. Pojawiają się wypłaty miesięczne w wysokości 100-300 tys., zaś prawie 100 tys. to powszechna stawka. Wszystko to za nasze pieniądze. Zdaniem byłego ministra zdrowia prof. Wojciecha Maksymowicza, to „błąd systemu”.
Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przedstawiła dane, z których wynika, że ponad 430 lekarzy w Polsce otrzymuje miesięcznie 100-300 tys. zł. 670 z kolei zarabia 80-100 tys. zł.
Najczęściej stawki takie dotyczą specjalistów kardiologów, anestezjologów i chirurgów zatrudnianych na kontrakcie.
„Termedia” poinformowała, że w związku z doniesieniami Ministerstwo Zdrowia zastanawiało się nad wprowadzeniem ograniczeń do kontraktów. Zawarto by w nich m.in. maksymalną stawkę godzinową 240-250 zł brutto i pensję maksymalną w wysokości 36,4-48 tys. zł.
Oczywiście, propozycje zostały skrytykowane. W odpowiedzi MZ miało odejść od bezpośrednich limitów. Zamiast tego miało skupić się na zmianach w wycenach świadczeń oraz uporządkowaniu zasad wynagradzania.
Do dyskusji włączył się były szef resortu prof. Wojciech Maksymowicz. W „Najważniejszych Pytaniach” w Polsat News ocenił, że sytuacja ukazuje słabość całego systemu organizacji pracy i rozliczeń w państwowej usłudze medycznej.
– Jest to błąd systemowy, że pozwala na takie rzeczy – powiedział prof. Maksymowicz.
Dodał, że każdy z ujawnionych przypadków może być „luką w systemie”. Przykładem jest sytuacja, gdy lekarz jest zatrudniony równolegle w kilku szpitalach i wykonuje w nich świadczenia.
Zdaniem byłego szefa MZ, gigantyczne wypłaty nie są tylko chęcią maksymalizacji dochodów przez lekarzy. Jak przekonywał, nieraz jest to efekt braku personelu. Zaznaczył jednak, że w części przypadków ktoś po prostu próbuje wykorzystać sytuację dla własnej korzyści.
Skomentował też możliwość ograniczania najwyższych zarobków w państwowej usłudze medycznej. Jego zdaniem, nie jest to pomysł do kosza.
– Otóż ja osobiście też uważam, że nic by nie było złego, gdyby określić, tak to się przymierzano, i pewnie lekarze nawet by się nie obrazili, podać jakiś limit, że nie więcej niż… – powiedział prof. Maksymowicz.
Następnie zwrócił uwagę, że problem jest bardziej polityczny. Kolejne rządy nie rozwiązują problemów systemowych, gdyż te są politycznie nieopłacalne. Spowodowałyby spadek popularności i nie dałyby szybkich efektów.
– To jest ten populizm, który jest łatwy do wykorzystania, ponieważ ludziom na jakości służby zdrowia zależy (…). Wykorzystując to narzekanie na NFZ, rządzący karmią to dalej. To jest jak takie hodowanie króliczka, którego się goni. Bo jakby politycy załatwili konkretną sprawę, to nie byłoby jednego z ważnych elementów do wygrywania wyborów – przekonywał profesor.
Oczywiście, najlepszym rozwiązaniem byłaby likwidacja państwowej – drogiej i nieefektywnej – usługi medycznej, duża deregulacja i dopuszczenie rynku do branży medycznej. Wówczas nie grabiono by nas wszystkich na utrzymywanie molocha, który mógłby być znacznie tańszy i efektywniejszy. Ale – jak zauważył prof. Maksymowicz – to byłoby niepopularnym rozwiązaniem.
Kwestię gigantycznych wypłat skomentował również redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” dr Tomasz Sommer.
„Udział płac w kosztach działalności niektórych szpitali przekracza już 80 proc. Brakuje pieniędzy na leki i inne wydatki szpitali. W efekcie ogranicza się leczenie, bo ważniejsze są wydatki na pensje lekarzy i pielęgniarek niż na leczenie pacjentów. Niedługo dojdziemy do sytuacji, w której pacjenci w ogóle nie będą przyjmowani (poza tymi prywatnymi za dodatkową opłatą, ale na państwowym sprzęcie), ale lekarze i pielęgniarki ciągle będą żądać podwyżek płac” – napisał na x dr Sommer.
Udział płac w kosztach działalności niektórych szpitali przekracza już 80 proc. Brakuje pieniędzy na leki i inne wydatki szpitali. W efekcie ogranicza się leczenie, bo ważniejsze są wydatki na pensje lekarzy i pielęgniarek niż na leczenie pacjentów. Niedługo dojdziemy do…
— Tomasz Sommer (@1972tomek) January 21, 2026
