Po raz pierwszy kandydat prawicy może przejść do drugiej tury wyborów prezydenckich w Portugalii. Według sondaży, André Ventura, przewodniczący prawicowej partii Chega („Dość”), może odnieść zwycięstwo w I turze. Sondaże są jednak zgodne, że w II turze szanse tego 43-letniego polityka są już znacznie mniejsze.
Przepis na sukces jest prosty, ale bolesny dla kraju. To niekontrolowana imigracja, która zalała Portugalię i przyczyniła się do wzrostu przestępczości i pogorszenia bezpieczeństwa. I tura odbywa się w niedzielę 18 stycznia.
Chega to obecnie główna siła opozycyjna w kraju i wejście jej kandydata do II tury będzie dużym sukcesem. Lokale wyborcze zostały otwarte o 8:00 rano, a pierwsze wyniki zostaną opublikowane o godzinie 20:00.
W wyborach portugalskich startuje jedenastu kandydatów. Sondaże przewidują wygraną Ventury i walkę o drugie miejsce pomiędzy kandydatem socjalistów Antonio José Seguro i centrolewicowym kandydatem, europosłem Joao Cotrimem Figueiredo. Pewne szanse na przejście do drugiej tury ma również dwóch innych kandydatów: Luis Marques Mendes z centroprawicowego obozu rządowego oraz emerytowany admirał, który przedstawia się jako kandydat niezależny – Henrique Gouveia e Melo.
Zwycięzca wyborów zastąpi centrowego polityka Marcelo Rebelo de Sousę, który był wybierany dwukrotnie w pierwszej turze. Od czasu wprowadzenia wyborów prezydenckich w Portugalii, tylko jeden raz, w 1986 roku, wynik wyborów prezydenckich rozstrzygał się w drugiej turze.
W poprzednich wyborach prezydenckich w 2021 r., André Ventura otrzymał 11,9% głosów, czyli prawie 500 000 głosów, co pozwoliło mu zająć trzecie miejsce, tuż za kandydatem socjalistów. Od tego czasu notowania jego partii idą jednak mocno w górę. Chega zdobyła w wyborach parlamentarnych 22,8% głosów i ma obecnie 60 posłów, wyprzedzając Partię Socjalistyczną.
Prezydent Portugalii jest wybierany w głosowaniu powszechnym i nie ma władzy wykonawczej. W razie kryzysu może jednak zostać wezwany do podjęcia arbitrażu, mając też prawo rozwiązania parlamentu.
Źródło: AFP/ Le Figaro
