W sobotę Donald Trump wezwał ajatollaha Alego Chamenei do odejścia. „Czas szukać nowego przywódcy w Iranie” – dodał prezydent USA w wywiadzie dla portalu Politico. Dzień później nastąpiła reakcja Teheranu.
Prezydent Iranu Massoud Pezeshkian ostrzegł na X w niedzielę 18 stycznia ogłoszono, że atak na Najwyższego Przywódcę Alego Chameneiego, faktycznego władcę, oznaczałby „wojnę totalną” przeciwko jego krajowi.
Donald Trump wezwał do ustąpienia ajatollaha i dodał, że ten „człowiek jest chory i powinien rządzić krajem jak należy i przestać zabijać ludzi”. Chamenei ma ponad 80 lat i sprawuje realną władzę w Iranie od 1989 roku.
Na całym świecie odbywają się protesty irańskiej diaspory. W Paryżu kilka tysięcy osób maszerowało w poparciu dla protestujących, machając flagami monarchii obalonej przez rewolucję islamską w 1979 roku, a także flagami… Izraela i USA. Wielu z nich niosło portrety Rezy Pahlawiego, syna szacha, który jest na wygnaniu w Stanach Zjednoczonych. Obecnych było kilku polityków, w tym Republikanie – Valérie Pécresse (LR), Bruno Retailleau (LR) i były premier socjalista Manuel Valls.
Tymczasem Internet w Iranie został częściowo przywrócony. Władze Iranu ponownie otworzyły szkoły i uniwersytety, które były zamknięte od tygodnia. Wskazuje to na stłumienie protestów. Najwyższy Przywódca Iranu, Ali Chamenei, oświadczył w sobotę, że władze muszą „złamać kręgosłupy buntownikom”.
„Nie zamierzamy prowadzić kraju do wojny, ale nie oszczędzimy ani krajowych, ani międzynarodowych przestępców” – dodał Chamenei i nazwał zamieszki „amerykańskim spiskiem”.
Źródło: France Info/ AFP
