Strona głównaGŁÓWNY„Rozszerzona inteligencja”. Ściany mają uszy i oczy

„Rozszerzona inteligencja”. Ściany mają uszy i oczy

-

- Reklama -

Późną nocą, już w dzień Trzech Króli, obejrzałem sobie spory fragment programu popularno-naukowego, na który natrafiłem przypadkowo. Z jakiegoś powodu większość osób występujących w nim była Portugalczykami, ale był wśród nich też amerykański fizyk pochodzenia japońskiego Michio Kaku, którego znam z innych telewizyjnych programów.

Tematem programu był rok 2077, to znaczy – jak będzie wyglądało wtedy życie i sytuacja ludzkości. Autorzy zwrócili uwagę, że ludzkość przeżyła trzy rewolucje technologiczne. Pierwszą zapoczątkowało wynalezienie silnika parowego, drugą – zastosowanie elektryczności, a trzecią – sztuczna inteligencja.

- Reklama -

Sytuacja jest bardzo dynamiczna, bo – jak zwrócili uwagę autorzy programu – moc obliczeniowa komputera zainstalowanego w zwykłym smartfonie jest większa niż komputera obsługującego w 1969 roku lot „Apolla” na Księżyc. A przecież to nie jest jedyna dziedzina, w której dokonał się tak zdumiewający postęp. W ogóle zasób wiedzy zgromadzony przez ludzkość w ostatnich dekadach jest większy i to zdecydowanie od zasobu wiedzy nagromadzonego przez cały wcześniejszy okres historii ludzkości.

„Rozszerzona inteligencja”

Program oczywiście tchnął optymizmem, zwłaszcza w związku z zastosowaniem sztucznej inteligencji, którą zresztą nazwano tam „inteligencją rozszerzoną”. Szczególną nadzieję budziła współpraca człowieka z jego najbliższym otoczeniem. Na przykład dzięki inteligencji rozszerzonej można będzie wytwarzać inteligentne mieszkania, meble, ubrania, a nawet klozety.

W rezultacie można będzie wydawać polecenia ścianom domu, meblom – żeby na przykład się odpowiednio poprzesuwały, czy w ogóle – żeby posprzątały. Klozet, do którego będziemy zrzucali nasze cielesne sekrecje, będzie je analizował i z dużym wyprzedzeniem ostrzeże nas, że w naszym organizmie zaczyna dziać się coś złego, a gdybyśmy nawet na ulicy dostali ataku serca, to nasze inteligentne ubranie natychmiast wezwie karetkę pogotowia i nic złego nas nie spotka.

Słowem – ściany będą miały uszy, a nawet oczy, co będzie miało mnóstwo plusów dodatnich, ale również – niestety – plusy ujemne. Skoro bowiem tak sprawy będą się miały, to znaczy że w swoim najbliższym otoczeniu będziemy mieli nie tylko trzech szpiegów (znajomy pułkownik, którego chciałem pociągnąć za język w sprawie technik inwigilacji, na odczepnego powiedział mi, że „jeśli masz w domu telewizor, telefon komórkowy i komputer, to masz trzech szpiegów”), tylko będziemy otoczeni szpiegami, którzy będą informowali, kogo trzeba o wszystkich naszych sprawach, w związku z czym inwigilacja będzie totalna.

Jest bardzo prawdopodobne, że w tej sytuacji z całej demokracji zostanie pusta skorupa, bo będziemy nie tylko poddani inwigilacji, o jakiej nigdy nie przyśniłoby się Wawrzyńcowi Berii, ale w dodatku rozszerzona inteligencja będzie niepostrzeżenie oddziaływała na nas, to znaczy – na nasze umysły i uczucia. Już teraz spotykamy się z takim oddziaływaniem, o którego sile mogliśmy przekonać się podczas epidemii zbrodniczego koronawirusa. Pomysłodawcy tej epidemii postanowili oddziaływać na nasz instynkt samozachowawczy, co okazało się strzałem w dziesiątkę – a przecież był to zalewie program pilotażowy, dzięki któremu dobroczyńcy ludzkości będą mieli przetarte szlaki do kolejnych eksperymentów.

Roboty tępe jak karaluchy

Bo o ile w jednych dziedzinach osiągnięty został ogromny postęp, to w innych jesteśmy dopiero na początku drogi. Na przykład najbardziej zaawansowany japoński robot, który już sporo potrafi, dysponuje inteligencją na poziomie karalucha. Ale karaluch już chodzi kędy chce, sam szuka, co by tu zjeść i jakby tu dopaść karaluchową, żeby przedłużyć gatunek, więc wszystko jest na dobrej drodze. Specjalista w tej dziedzinie twierdzi, że do roku 2077 roboty będą dysponowały inteligencją być może na poziomie małp człekokształtnych, a przecież nie będzie to w tej dziedzinie ostatnie słowo.

Ale bo też inteligencja rozszerzona rozwinie się do tego stopnia, że co bardziej ostrożni futurologowie już teraz przewidują, że takim sztucznym inteligencjom trzeba będzie jakoś instalować chipy, które blokowałyby możliwość działania na zgubę ludzkości. Czy jednak inteligencja rozszerzona pozwoli się w taki prostacki sposób podejść? Stanisław Lem w „Cyberiadzie” napisanej jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku, w jednym z opowiadań pisze o „zepsutych” robotach zmagazynowanych w pomieszczeniu przypominającym oświęcimski karcer. W tym gronie dojrzewa bunt, w związku z czym teoria, zgodnie z którą walka klasowa będzie się zaostrzać w miarę postępów socjalizmu, może nabrać nieoczekiwanej aktualności.

„Owe cyfry niewinne, wykresy, równania, od zaklęć Czarnej Magii i Apokalipsy, od tajnych słów Kabały stały się straszliwsze” – pisze poeta. I rzeczywiście. Okazuje się, że specjaliści już teraz potrafią utrwalić i o d t w o r z y ć w dowolnym czasie wspomnienia myszy. Stąd już tylko krok do psa, a stamtąd – do człowieka. A w ogóle to czymże są takie utrwalone całościowe wspomnienia, jeśli nie osobowością, która w języku teologicznym nazywana jest „duszą”? Toteż już bez zdziwienia wysłuchałem opinii innego specjalisty, który oznajmił, że w gruncie rzeczy nie ma specjalnych przeszkód, by mózg człowieka można byłoby umieścić w komputerze, gdzie mógłby funkcjonować jak gdyby nigdy nic, nawet w sytuacji gdy cielesna powłoka tego osobnika już dawno rozpadłaby się w proch.

W tej sytuacji musimy postawić pytanie o kwestie duszpasterstwa inteligencji rozszerzonej – to znaczy – kto będzie to duszpasterstwo prowadził: czy ludzie wobec sztucznej inteligencji, czy może odwrotnie? Jak z punktu widzenia teologicznego wyglądałaby kwestia nieśmiertelności duszy w przypadku mózgu umieszczonego w komputerze? W obliczu takich zagadnień problem dopuszczenia sodomczyków i gomorytek do sakramentalnej konfidencji wydaje się pozbawiony większego znaczenia. No bo jeśli inteligencja rozszerzona będzie sprawowała duszpasterstwo gatunku ludzkiego, to czy zostanie dopuszczona do tak zwanego „szafarzowania” sakramentami?

Jak wspomniałem, na ten kanał trafiłem przypadkowo – ale skoro telewizor jest jednym ze szpiegów, to któż może zaręczyć, że to był czysty przypadek, a nie sekwencja wydarzeń z zaprogramowanym finałem? Takiej pewności chyba już nigdy nie odzyskamy, podobnie jak po publikacji Stolicy Apostolskiej, że „w przeszłości” zdarzały się „niewłaściwe interpretacje Ewangelii”. Skoro bowiem w przeszłości zdarzały się „niewłaściwe”, to skąd możemy wiedzieć, czy te obecne na pewno są właściwe? W tej sytuacji do czegóż się odwołać, jak nie do „Ogrodu Persefony” Swinburne’a, który m.in. pisze tak: „I porzuciwszy gniew, nadzieję, pychę, wolni od pragnień i wolni od burz, dziękczynnych westchnień ślemy modły ciche, ktokolwiek jesteś pośród gwiezdnych głusz. Za to, że minąć dniom żywota dano. Za to, że nigdy raz zmarli nie wstaną. A rzek gwałtownych nurt zmącony pianą, zawinie kiedyś w głąb wieczystą mórz”.

Najnowsze