W przypadku wprowadzenia przez USA nowych ceł, Macron zagroził, że zwróci się o uruchomienie unijnego „instrumentu antyprzemocowego”. Prezydent Francji jest „przez cały dzień w kontakcie ze swoimi europejskimi odpowiednikami”.
O uruchomienie takiego instrumentu ma się zwrócić do Brukseli, jeśli groźby wprowadzenia ceł przez Donalda Trumpa zostaną zrealizowane. Użycie takiego narzędzia wymaga jednak kwalifikowanej większości głosów państw członkowskich UE.
Umożliwia między innymi zamrożenie dostępu Amerykanów do europejskiego rynku zamówień publicznych i zablokowania niektórych inwestycji. Paryż dodaje, że amerykańskie groźby „podnoszą kwestię ważności porozumienia” w sprawie taryf celnych zawartego w lipcu ubiegłego roku między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi.
W tym czasie premier Włoch Giorgia Meloni zdystansowała się od zapowiedzi Donalda Trumpa dotyczącej wprowadzenia ceł przeciwko kilku europejskim krajom na marginesie sprawy Grenlandii i i nazwała to „błędem”. Dodała, że rozmawiała telefonicznie z Trumpem i przedstawiła mu swoje stanowisko.
Francuzi oburzają się na „szantaż ekonomiczny” i grożą odwetem. Przypomnijmy, że po wysłaniu symbolicznego kontyngentu na Grenlandię, USA wprowadzą od 1 lutego 10% cło na towary z takich krajów jak Dania, Norwegia, Szwecja, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Holandia i Finlandia. W przypadku braku zmiany stanowiska, od 1 czerwca 2026 roku cła zostaną podniesione do 25%.
Francuski rządu uważa, że USA też mają tu wiele do stracenia. Francuska minister rolnictwa Annie Genevard uważa, że taka wojna celna dotknie rolników za oceanem, a także przemysł USA. Dodała, że przejęcie przez Amerykanów rozległego autonomicznego terytorium Danii jest „niedopuszczalne i niewyobrażalne ” .
Źródło: Le Figaro
