Polska przekaże Ukrainie samoloty bojowe. Dowiedzieć się o tym można z anglojęzycznego portalu. Informację tę przekazał wiceminister spraw zagranicznych Paweł Zalewski.
Zalewski powiedział anglojęzycznemu portalowi TVP World, że Polska przekaże Ukrainie myśliwce MiG-29.
– Wierzę, że Kijów podjął decyzję, by przyjąć tę ofertę. Oczywiście, jak zawsze są pewne kwestie techniczne, które powinny zostać wyjaśnione – powiedział wiceszef MSZ.
Polska czeka na decyzję ukraińskiego ministerstwa obrony. Jednak prawie na pewno oferta zostanie zaakceptowana, gdyż niemal od początku wojny istniał silny ukraiński przekaz o tym, że Polska rzekomo powinna przekazać Ukrainie maszyny lotnicze. Pierwsza partia ma liczyć „mniej niż dziesięć” samolotów.
Nie wiadomo, czy Polska cokolwiek otrzyma w zamian za samoloty. Media z proukraińskim przekazem piszą bowiem tylko o możliwościach, na podstawie domniemywań i gdybań wcześniejszych wypowiedzi polityków. Portal rmf24.pl np. podaje, że „wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wskazał, że w zamian za przekazanie samolotów Ukrainie do Polski mogłyby trafić technologie dronowe rozwinięte przez Ukraińców podczas rosyjskiej inwazji”. Jest to tylko teoretyczna możliwość, nie skonkretyzowana oferta czy fakt.
Ponadto wskazuje się, że być może chodzi o maszyny, które musiały być wycofane z Wojska Polskiego z końcem grudnia. Tu cytuje się wypowiedź wiceszefa MON Cezarego Tomczyka.
– Te maszyny z końcem grudnia wychodzą ze służby w Wojsku Polskim, mogą trafić do muzeum, mogą być sprzedane albo trafić na złom, albo mogą trafić na Ukrainę i pomóc zabijać naszych wrogów. Moim zdaniem sprawa wydaje się być dość oczywista – mówił Tomczyk.
Tu należy zaznaczyć, że najlepszą opcją i jedyną sensowną w naszych warunkach była właśnie sprzedaż, nie oddawanie ich komukolwiek za nic. Ponadto wedle obecnych przepisów i oficjalnych danych dyplomatycznych, Rosja nie jest wrogiem i nie znajdujemy się z nią w stanie wojny.
Oczywiście, nie byłoby nic złego w sprzedaży Ukrainie samolotów, które wychodzą z użytku u nas. Ani żadnemu innemu państwu. Pytanie, czy faktycznie ma miejsce sprzedaż? Czy jednak kontynuowana jest niechlubna „tradycja” przekazania Ukrainie kolejnego wsparcia za nic?
