Roman Fritz w radiu WNET mówił o planach podatkowych KKP oraz próbował tłumaczyć, dlaczego płaca minimalna jest szkodliwa. Prowadzący rozmowę Łukasz Jankowski tradycyjnie wtrącał uwagi sugerując, że wolnorynkowe rozwiązania są jakimś dziwactwem i nigdy nigdzie nie występowały.
Roman Fritz przypomniał, że PIT i CIT to jest „kara za przedsiębiorczość”.
– Po co jest coś takiego, jak PIT potrzebne? My pokażemy dokładnie cały nasz dorobek i program 31 stycznia – powiedział Fritz.
– Jednym z tych pomysłów jest właśnie tego bardzo prostym podatkiem, nazwijmy to przychodowym, czy obrotowym na bardzo niskim poziomie, ale obligatoryjnym dla wszystkich po to, by np. sklepy wielkopowierzchniowe też płaciły ten podatek
Wówczas w obronie tych sklepów stanął prowadzący, który powiedział, że od 2016 roku one mają „swój własny podatek”, który ma przynosić „kilka miliardów” do polskiego budżetu.
– Sprawa jest bardzo kompleksowa. Nawet przedwczoraj w Sejmie na posiedzeniu komisji gospodarki i rozwoju mieliśmy możliwość analizowania stopnia wdrożenia tego słynnego KSEF-u […]. Sprawa, która kładzie praktycznie przedsiębiorczość małą w Polsce, zwłaszcza dotyka to małych sklepów, typu warzywniak osiedlowy prowadzony od ponad 30 lat przez starszych już teraz ludzi, którzy kompletnie nie poradzą sobie z tym systemem. To jest rzucanie kłód pod nogi
Wtedy prowadzący nazwał to „trochę dopalonym Mentzenem”.
W dalszej części poruszono kwestię pensji minimalnej. Fritz podkreślił, że już nieraz rezygnował z zatrudniania kogoś, ponieważ po analizie wzrostu płacy minimalnej nie byłoby go po prostu na to stać.
– Ja upieram się przy kontaktach z przedsiębiorcami i moje zdanie jest takie, że to jest bardzo szkodliwe rozwiązania – powiedział Fritz.
– Ale to powinni zarabiać mało? Czy dużo? – dopytywał prowadzący.
– Moim zdaniem powinna być liberalizacja gospodarki polegająca na tym, żeby zostawić wolność umowy zatrudnienia pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. I państwo… – tłumaczył, na co znowu wtrącił się Jankowski.
– Czyli wracam do sytuacji z Platformy poprzedniej, gdzie były umowy 3 złote za godzinę? – powiedział.
– Wie pan, nie pamiętam, czy to było 3 zł za godzinę czy to nie było – odpowiedział Roman Fritz.
– A ja pamiętam, bo wtedy wchodziłem na rynek pracy – rzucił Łukasz Jankowski.