Wyobraź sobie pieniądz, który ma datę ważności. Pieniądz, którym nie zapłacisz za paliwo, jeśli przekroczyłeś miesięczny limit śladu węglowego. Pieniądz, który znika z Twojego konta jednym kliknięciem urzędnika, bo wsparłeś „nieprawomyślny” protest. To nie jest scenariusz z serialu „Black Mirror”. To technologia CBDC – cyfrowa waluta banku centralnego – nad którą prace w Europie i na świecie wchodzą w decydującą fazę.
Od lat społeczeństwu wmawia się, że gotówka jest brudna – dosłownie, przecież rzekomo była odpowiedzialna za rozprzestrzenianie się koronawirusa, i w przenośni, bo służy szarej strefie) – że jej transport kosztuje, że cyfryzacja to postęp.
Jednak za fasadą nowoczesności i walki z praniem brudnych pieniędzy kryje się projekt, który może doprowadzić do powstania totalitarnego systemu kontroli, o jakim nie śniło się nawet Orwellowi.
CBDC (Central Bank Digital Currency) to pieniądz w pełni scentralizowany, emitowany bezpośrednio przez bank centralny (np. EBC czy NBP), z pominięciem banków komercyjnych. W tym systemie to państwo ma pełny wgląd w portfel każdego obywatela w czasie rzeczywistym. Każda bułka kupiona w piekarni, każda darowizna na tacę w kościele czy zrzutka na prezent urodzinowy zostawia trwały ślad cyfrowy widoczny dla emitenta waluty.
Pieniądz programowalny – koniec własności?
Największym zagrożeniem nie jest jednak sama inwigilacja (choć ta będzie totalna), ale tzw. programowalność pieniądza. Cyfrowy token CBDC to w rzeczywistości kod komputerowy, któremu można nadać określone cechy i ograniczenia.
Oto co technicznie umożliwia ten system:
- Data ważności pieniądza: Władza chce pobudzić konsumpcję w czasie recesji? Może wprowadzić „pieniądz z terminem”, który musisz wydać w ciągu 30 dni, inaczej przepadnie. Oszczędzanie staje się niemożliwe.
- Geoblokady i blokady branżowe: Środki 500+ (lub 800+) mogą zostać zaprogramowane tak, by można je było wydać tylko w Polsce, albo tylko na żywność, a nie np. na zagraniczne wycieczki czy alkohol. Brzmi rozsądnie? A co, jeśli ten sam mechanizm zostanie użyty, by zablokować Ci możliwość kupna biletu lotniczego, bo „wyczerpałeś limit CO2”?
- Kary automatyczne: Mandat za przekroczenie prędkości mógłby być ściągany z Twojego portfela w ułamku sekundy po minięciu fotoradaru, bez prawa do odwołania i sądu.
Mokry sen biurokraty
Dla zwolenników etatyzmu i globalistów, gotówka jest problemem. Jest anonimowa. Jest wolna. Transakcja gotówkowa to umowa między dwiema stronami bez pośrednictwa Wielkiego Brata. Dlatego od lat trwa proces jej marginalizacji – limity płatności gotówkowych są systematycznie obniżane, a bankomaty znikają z ulic miast.
Wprowadzenie CBDC domknie ten system. W świecie bez gotówki, odcięcie obywatela od środków do życia staje się kwestią jednego kliknięcia. Widzieliśmy przedsmak tego w Kanadzie, gdzie protestującym przeciwko koronawirusowym obostrzeniom kierowcom ciężarówek zamrożono konta bankowe. W systemie CBDC będzie to jeszcze prostsze i szybsze.
Narracja, którą będą nas karmić rządy i instytucje unijne, będzie oparta na „bezpieczeństwie” i „wygodzie”. Powiedzą nam, że to koniec z fałszerstwami, koniec z unikaniem podatków, koniec z finansowaniem terroryzmu.
Ale cena za to mityczne „bezpieczeństwo” jest najwyższa z możliwych. To utrata prywatności finansowej, która jest fundamentem wolności osobistej. Jeśli państwo wie, co jesz, co czytasz, gdzie podróżujesz i kogo wspierasz finansowo – i może w każdej chwili zablokować te transakcje – to przestajesz być obywatelem, a stajesz się poddanym.
W obliczu nadchodzącej cyfrowej rewolucji, posiadanie i używanie gotówki staje się aktem buntu i patriotyzmu gospodarczego. Gotówka to jedyny środek płatniczy, który działa bez prądu i bez internetu. To jedyny pieniądz, który jest realną własnością posiadacza, a nie tylko zapisem długu w bazie danych banku. Dopóki mamy w portfelu fizyczny banknot, mamy wybór. Gdy go zabraknie, staniemy się niewolnikami algorytmu.