Niezależnie od scenariuszy politycznych prognozy ekonomiczne na rok 2026 nie są optymistyczne. Będzie drożej, gorzej i głupiej.
„Krajowy System e-Faktur (KSeF) to system teleinformatyczny umożliwiający generowanie, udostępnianie i przechowywanie faktur ustrukturyzowanych. Jego głównym celem jest centralizacja rejestracji faktur – dokumenty sprzedaży trafiają do jednej, centralnej bazy Ministerstwa Finansów. Dzięki integracji programów księgowych z KSeF proces przesyłania i odbierania faktur odbywa się automatycznie. System posiada również funkcję zarządzania uprawnieniami, co gwarantuje bezpieczeństwo dostępu do danych firmowych” – tymi słowami resort finansów chwalił wprowadzenie do użytku nowego rozwiązania. KSeF, który od stycznia 2026 będzie obowiązkowy dla przedsiębiorców, w rzeczywistości łączy dwa paskudne instrumenty państwa: fiskalizm i inwigilację. W rzeczywistości KSeF nikomu w niczym nie pomoże, za to wyrządzi ogromne szkody w bezpieczeństwie państwa.
Sprawniej, czyli gorzej
Oficjalnym celem wprowadzenia KSeF jest usprawnienie komunikacji między firmami w obrocie gospodarczym. Platforma ma prowadzić rejestr wszystkich faktur otrzymanych i wystawionych i na tej podstawie pomagać przedsiębiorcy wyliczać należny podatek. Wszystkie zaś dane mają zapisywać się w potężnej bazie danych administrowanej przez resort finansów. To jest więc sens całego przedsięwzięcia. Chodzi o to, aby resort na bieżąco wiedział, kto komu wystawia fakturę, na jaką kwotę i za jaką usługę. Będzie to więc gigantyczna inwigilacja polskich przedsiębiorstw. Wystarczy, że urzędnik zapragnie dowiedzieć się, z kim firma Kowalskiego robi interesy. Wówczas wpisze do KSeF jej numer NIP i w ciągu sekundy dowie się, kto od spółki Kowalskiego kupował, co i za jaką cenę oraz komu Kowalski sprzedawał. Te dane będzie potem analizował algorytm, który zostanie tak zaprogramowany, aby wychwytywać wszystkie faktyczne i urojone nieprawidłowości podatkowe i naliczać do zapłaty kwoty podatków. Może to doprowadzić do ogromnego bałaganu, gdy algorytmy będą alarmować o wpłatach na konta przedsiębiorców drobnych kwot poza fakturami (np. zwrot za korzystanie z karty kredytowej).
Będzie to też zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Dla wywiadów wszystkich państw bardzo cenne są informacje o tym, kto jest dostawcą towarów i usług dla sektora zbrojeniowego. Po wprowadzeniu KSeF nie trzeba będzie prowadzić skomplikowanych operacji szpiegowskich. Wystarczy wynająć hakera, który włamie się do systemu KseF, ewentualnie zwerbować urzędnika Krajowej Administracji Skarbowej, który będzie mógł się logować do systemu i sprawdzi, kto jest kontrahentem zakładów zbrojeniowych oraz co, w jakiej ilości i za jaką cenę im dostarcza, a potem przekazywać te cenne wywiadowczo informacje. Dla małych i średnich firm (będących podstawą gospodarki) takie rozwiązanie będzie dramatem – bo zwiększy uciążliwe działania biurokratyczne.
Mniej pieniędzy
Nie będą to wcale jedyne problemy, które przybędą małym i średnim przedsiębiorcom. Od kilku już lat aparat państwowy stara się ograniczyć płatności gotówkowe. Jeżeli spełnią się zapowiedzi szefów fiskusa, to w 2026 roku do 10 tysięcy euro (lub równowartości) zostanie zmniejszony limit kwoty, którą można wpłacić gotówką na konto bankowe bez wiedzy fiskusa. Dotychczas ten limit wynosi 15 tysięcy euro. Kto więc pofatyguje się do banku, aby zdeponować na swoim koncie większą gotówkę, ten będzie musiał tłumaczyć się przed urzędem skarbowym, któremu zaraz o większej wpłacie doniesie bank. W Internecie znalazłem też zapowiedź powołania systemu komputerowego, który miałby identyfikować podzielone płatności. Chodzi o sytuację, gdy Kowalski dysponuje gotówką w większej kwocie i chce ją zdeponować w banku. Teraz może otworzyć konta w kilku bankach i w każdym zdeponować kwotę nieprzekraczającą limitu. W ten sposób obchodzi przepisy o limicie. W 2026 roku już tego nie zrobi. Jeśli dokona wpłaty gotówkowej w kilku bankach, zaraz informacja o tym trafi do systemu i wścibski urząd wezwie Kowalskiego do wyjaśnień – tak jak dotychczas przy jednej wpłacie. Kowalski będzie więc musiał kombinować, jak to obejść.
Nowe podatki
Minister finansów zapowiedział też na nowy rok nowe podatki. Najważniejszym, bo najbardziej odczuwalnym będzie podatek tłuszczowy. Pomysłodawcą tego jest Lewica. Nowy podatek od przetworzonej żywności miałby być jednym z trzech filarów źródeł finansowania ochrony zdrowia. Pomysł spotkał się z krytyką ze strony branży mięsnej. Jej przedstawiciele uważają, że spowoduje to podwyższenie cen wielu podstawowych produktów. Sam pomysł będzie polegał na nałożeniu podatku na wyroby zawierające ilość tłuszczu powyżej określonego limitu – a zatem będzie to nowy podatek nakładany na przetworzoną żywność. Płacić go będzie producent, czyli fabryka. Tyle tylko, że koszt przerzuci automatycznie na klienta docelowego. Będzie to więc kolejny rabunek naszych portfeli.
Po kieszeni dostaną również wszyscy ci, którzy zatrudniają lub są zatrudnieni na umowy cywilnoprawne. Inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy z dniem 1 stycznia 2026 otrzymują nowe uprawnienia. Będą mogli wydawać decyzje administracyjne o przekształceniu umowy cywilnej w umowę o pracę, o ile uznają (na podstawie analizy przeprowadzonej przez siebie samych), że stosunek zatrudnienia wykazuje cechy typowe dla umowy o pracę. Taka decyzja będzie miała walor natychmiastowej wykonalności, co będzie oznaczało, iż osoba zatrudniona dotychczas na podstawie umowy-zlecenia czy kontraktu B2B, od razu stanie się pełnoetatowym pracownikiem ze wszystkimi wynikającymi z tego obowiązkami i uprawnieniami. Kto za to zapłaci? Pracodawca, na którego spadnie obowiązek odprowadzenia od zatrudnionego mu na siłę pracownika. Dojdą mu bowiem składki na ZUS, których chciał uniknąć, wybierając formę opodatkowania. A same składki na ZUS tak i tak wzrosną. 1 stycznia 2026 zmieniają się bowiem zasady wyliczania tych składek.
Przepalone pieniądze
Z drugiej strony rok 2026 przyniesie niespotykany dotychczas poziom zadłużenia. Wszystko dlatego, że Koalicja Obywatelska uchwaliła budżet z rekordowym deficytem w historii – bo aż 247 miliardów złotych. A politycy sami przyznają, że w 2026 roku dojść może do zwiększenia tego deficytu, jeśli pieniędzy braknie. Budżet oparty jest o założenie, że deficyt „się spina”, to znaczy że znajdzie się ileś milionów Polaków chcących kupić obligacje Skarbu Państwa – bo tylko w taki sposób rząd Tuska może zdobyć pieniądze na bieżące wydatki. Jednak można się domyśleć, że braknie nawet i wtedy pieniędzy. Z początkiem grudnia wyszło na jaw to, co próbowano przez miesiące ukrywać: zbankrutował Narodowy Fundusz Zdrowia. Aby wrócić mu płynność finansową, należy znaleźć szybko 31,5 miliarda złotych.
Tych pieniędzy rząd nie ma. Ministerstwo Zdrowia planuje więc wprowadzić oszczędności, ograniczając liczbę zabiegów i posiłków w szpitalach. To pierwsze oznacza, że na operację trzeba będzie czekać wiele lat, a więc wielu pacjentów po prostu jej nie dożyje. To drugie oznacza, że ten, komu uda się jakimś cudem zapisać na operację i ją przejść, będzie musiał we własnym zakresie zatroszczyć się o wyżywienie. Może to być i tak optymistyczny scenariusz. Tragiczna sytuacja finansowa NFZ pozwala przypuszczać, że doczekamy momentu, kiedy nieopłacani lekarze odejdą od łóżek pacjentów, szpitalom odcięty zostanie prąd z powodu niepłaconych rachunków, a na kontach pojawią się zajęcia komornicze.
Przeciętna, polska rodzina boleśnie odczuje też to, że wzrosną jej rachunki za prąd. Wszystko z powodu nowej polityki walki z ociepleniem klimatu. Zakłada ona zwiększone opłaty za przekroczenie limitu emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Ponieważ Polska jest jednym z tych krajów, które emitują najwięcej CO2, nowe taryfikatory kar dotkną najbardziej jej obywateli. Należy więc spodziewać się wzrostu rachunku za prąd nawet o kilkadziesiąt złotych miesięcznie. A to nie koniec. Wzrosną też opłaty za wywóz śmieci. Oczywiście płacić będą je wspólnoty mieszkaniowe czy osiedlowe, ewentualnie firmy zarządzające nieruchomościami komercyjnymi, jednak one przerzucą to – jak zawsze na klientów. Pod pozorem nowej polityki troski o obywatela będzie więc drożej, gorzej i głupiej. Jak słusznie bowiem zauważył śp. Mirosław Dzielski – „Nienawiść obleczona w szaty miłości i wierząca głęboko, że jest miłością – oto, czym jest socjalizm”.