Strona głównaMagazynBiurokratyczne imperium na glinianych nóżkach. Szereg nowych obowiązków dla firm

Biurokratyczne imperium na glinianych nóżkach. Szereg nowych obowiązków dla firm

-

- Reklama -

Od 1 stycznia firmy importujące materiały i produkty podlegające pod cło węglowe CBAM mają szereg nowych obowiązków przy odprawach.

17 grudnia 2025 to był dobry moment dla Komisji Europejskiej, by opublikować 24 dokumenty wykonawcze w tej sprawie… To oczywiście SARKAZM! Na dwa tygodnie przed (!), gdzie było jeszcze kilka dni świątecznych. Nasze imperium biurokratyczne nie jest już w stanie zarządzać wdrażaniem własnego prawa. A niedługo dojdzie jeszcze KSEF!

* * *

UE miesza i się ośmiesza

Unia Europejska ośmieszyła siebie, całą swoją biurokrację i politykę klimatyczną wdrażaniem sztandarowego projektu ceł węglowych CBAM. 17 grudnia opublikowała 24 akty wykonawcze dla odpraw od 1 stycznia.

W branży popłoch – czerwony telefon – jak odprawiać, jakie stawki. Nic dziwnego – dużo niejasnych informacji, plotek.

Dwa i pół roku mija od pierwszej dyrektywy o cłach węglowych, które trzeba będzie płacić od odpraw dokonanych po 1 stycznia 2026 r., a UE daje akty wykonawcze na 7 dni roboczych przed! Co mają zrobić ci, którzy na początku stycznia będą robić odprawy?

UE tak późno się za to zabrała, że nawet nie było czasu tłumaczyć z angielskiego na inne języki. Agencje celne milczą wobec pytania – jakie dokumenty przygotować do odprawy (mam dwie w połowie stycznia), bo sami nie wiedzą.

Czy skoro nasza ogólnoświatowa potęga biurokratyczna nie potrafi przez 30 miesięcy opublikować prostych i jednoznacznych przepisów, to ma jeszcze prawo w ogóle do egzekwowania prawa?

Potem jeden z drugim politykiem europejskim są zdziwieni, że Xi, Trump i Putin w ogóle ich nie poważają. Jak mają poważać kogoś, kto nie szanuje swoich obywateli i przedsiębiorstw działających na swoim terenie?

Pomijając już fakt absurdalności płacenia przez Europejczyków za CO2 powstałe w Turcji, Indiach czy w Chinach – mogli chociaż w tej Brukseli porządnie przygotować swój sztandarowy projekt polityki klimatycznej zbawiania całego świata.

Nigdy – przenigdy nie spotkałem takiego bałaganu prawnego. Nie tylko ja…

Prezes Polskiej Unii Dystrybutorów Stali mówi wprost: „Fakt, że o kluczowych elementach mechanizmu dowiadujemy się w połowie grudnia, na dwa tygodnie przed jego ostatecznym wdrożeniem, jest trudny do zrozumienia. Przy dużym obciążeniu dla firm, jakie niesie ze sobą CBAM, udostępnienie kluczowych wskaźników tak późno oznacza de facto, że pierwsze miesiące nowego roku upłyną raczej pod znakiem wstrzymywania się od importu i próby zrozumienia go w praktyce”.

Zamiast działać, pracować, zarabiać, płacić podatki – będziemy uczyć się prawa w praktyce ogłaszanego na 24 różnych dokumentach na 2 tygodnie przed ich zastosowaniem. Jak na region, który marzy o byciu wszechświatowym regulatorem wszystkiego – chyba nie na tym ma polegać nasz rozwój.

Wszystkim importerom podlegającym pod mechanizm CBAM życzę powodzenia – trzymajcie się tam mocno i nie dajcie się.

* * *

Jak Niemcy udają Świętego Mikołaja

Niemcy (polska edycja dw.com) chwalą się, że PRZEZ 20 LAT Polska na czysto dostała z UE 161 mld euro.

Jak na to odpowiedzieć?

Otóż import towarów z Niemiec do Polski TYLKO ZA ostatnie 3 lata to ok. 200 mld euro.

Z każde 1 euro dotacji, które Niemcy wrzucili dla nas do kasy UE, 0,86 eurocentów wróciło do nich z powrotem. Ale widzę, że narracja, jak to Niemcy bardzo nam się dorzucili do rozwoju, zyskuje coraz większą popularność. Akurat w momencie gdy głosy o reparacjach przebijają się nawet w niemieckich mediach. Raczej nie przypadek.

UE to dla nas przede wszystkim otwarte granice, dla naszych towarów, potem naprawdę bardzo długo nic, jeżeli chodzi o korzyści, potem gdzieś, ale już w czasie przeszłym wiedza z kultury prawnej, ale od jakiś 15 lat już nieaktualna…

Przede wszystkim praca!

Odpisał mi p. Andrzej S. Bratkowski: „Gdybyś Pan nie był zwykłym oszustem (bo jako dr ekonomii świetnie wiesz, że rżniesz głąba), to byś podał także import towarów z Polski do Niemiec. Ale nie podałeś, bo mamy nadwyżkę w handlu z Niemcami”.

Specjalnie dla dra Bratkowskiego informacja – za ostatnie 3 lata eksport z Polski do Niemiec wyniósł 252 mld USD, dodatnie saldo 27 mld USD. Dziękuję, że przypomniał wielu, którzy się masowo zlecieli, broniąc niemieckiej narracji o naszym rozwoju pompowanym dotacjami, że nasz wzrost za ostatnie 35 lat wziął się z PRACY i WOLNEGO HANDLU, a nie z dotacji wydawanych przez urzędników.

Nie tylko Polska

Za 2023 rok pod względem dotacji unijnych netto w przeliczeniu na mieszkańca Polska jest na 12 miejscu (por. wykres 1). Największym płatnikiem netto są Irlandczycy. Nie dajcie sobie wmówić, że to unijnymi dotacjami Polska stoi. Największym benefitem od UE był WOLNY HANDEL i OTWARTE GRANICE, które pozwoliły nam pracować…

Wykres 1. Polska na 12 miejscu rok pod względem dotacji unijnych netto w przeliczeniu na mieszkańca.

* * *

Pani szuka bogatego Pana

„Pani szuka wolnego pana zarabiającego 15k netto do 35 lat”. Takie prześmiewcze „ogłoszenie” pojawiło się na portalu wykop.pl. Wymagań było więcej, ale skoncentrujmy się na kluczowym.

W 2022 r. 2,5 proc. osób zarabiało powyżej 15k netto. Zarobki poszły w górę, być może jest takich osób ok. 4 proc., może ciut mniej. W całej gospodarce. Ale osoby młodsze zarabiają mniej. W przedziale 25–34 panowie zarabiają ok. 5 proc. mniej od średniej, można przypuszczać, że górne rozkłady wypadają jeszcze słabiej. Można zakładać, że ok. 15 tys. na rękę w wieku do 35 lat zarabia ok. 1–1,5 proc. panów.

Pomijając pozostałe wymagania, wiem jedno – NIE ZNAM ŻADNEGO WOLNEGO PANA DO 35-KI ZARABIAJĄCEGO POWYŻEJ 10K NETTO. A kilku takich panów znam.

Najczęściej dwudziestoparoletnie panny wyłapywały takich, którzy rokowali na dobre zarobki i byli z nimi, gdy jeszcze zarabiali w okolicach średnich krajowych i przejawiali ambicje wyższych zarobków. Oczywiście miłość była ważna, dopasowanie charakterów i inne takie, ale dziewczyny ceniły sobie, cenią i będą cenić ambitnych i ogarniętych panów, nawet jeśli ci jeszcze dobrze nie zarabiają, bo wiedzą, że będą dobrze zarabiać w przyszłości.

Więc, drogie Panie, pomijam pozostałe cechy, szukanie w wieku 30 lat Pana do 35-ki bez przeszłości z zarobkami powyżej 15k netto skazane jest na porażkę. Bo nawet jeśli się taki jednorożec ostał – to jego możliwości wyboru są znacznie większe niż Wam się wydaje. Szukanie w wieku 30 lat partnera do ożenku – to jest o co najmniej 5–6 lat za późno. Na rynku matrymonialnym najlepsze męskie kąski są już dawno zajęte.

Dziewczyny, nie szukajcie młodych, wolnych facetów bez przeszłości, zarabiających 15k – bo takich nie znajdziecie – ich jest dosłownie garstka – może paręset w całej Polsce, może mniej. Szukajcie tych, którzy zarabiają piątaka, są młodzi i ogarnięci i mają jakiś zalążek ambicji. Z Waszą pomocą – będą zarabiać 10k+.

Szukajcie dobrego!

A tak w ogóle, to ja jestem oczywiście staroświecki. W mojej małej firmie zawiązały się 3 małżeństwa – był moment, że pracownicy żartowali, żeby w ogłoszeniach o pracę podawać to jako argument.

Współczuję szukania partnera poprzez różne tindery (aplikacje randkowe) – im większy wybór, tym człowiek głupieje i zaczyna szukać kogoś „lepszego”. A jak ma kogoś lepszego, to szuka jeszcze lepszego, bo może gdzieś tam jest ten najlepszejszy. Pamiętajcie przysłowie naszych babć i dziadków – lepsze jest wrogiem dobrego.

Nie znajdziecie najlepszejszego partnera – szkoda czasu… Szukajcie dobrego.

* * *

Bogactwo a brak dzieci

Stoję w długaśnej kolejce w spożywczaku i próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio przepuściłem w kolejce kobietę w ciąży i chyba to było z 5 lat temu… Dziwne czasy!

Dlaczego – pomimo tego że ludzie coraz więcej zarabiają – rodzi się coraz mniej dzieci? I dlaczego jednym z powodów, dla których rodzi się mniej dzieci, są powody finansowe? Paradoks Easterlina tłumaczy, dlaczego tak się dzieje.

To amerykański ekonomista, który w latach 70. XX w. zauważył, że wzrost dochodów w społeczeństwie niekoniecznie przekłada się na proporcjonalny wzrost szczęścia lub subiektywnego dobrostanu na poziomie jednostki, zwłaszcza gdy porównujemy się z innymi w naszym otoczeniu.

Pomimo iż zarabiamy więcej, to porównując się do innych, mamy poczucie, że zarabiamy mniej. Easterlin wprowadził już w latach 70. ubiegłego wieku wyjaśnienie, dlaczego w bogatych krajach będzie malała dzietność. Otóż – osoby decydujące się na dzieci porównują swój status materialny do swoich aspiracji z dzieciństwa. Jeżeli jako dziecko mieliśmy aspiracje do posiadania wielkiego mieszkania, częstych podróży, posiadania wielu gadżetów konsumenckich, to planowanie dziecka jest przeszkodą w realizacji tych celów. Zabiera nie tylko zasoby, ale i czas.

* * *

Bieda, wojna, niedostatek a dzieci

Ale jeśli nasze dzieciństwo przypadło na czas biedy lub wojny, gdzie naszą aspiracją dziecięcą było przeżycie, to wtedy, gdy dorośniemy w miarę spokojnym społeczeństwie, bez wojen i bez głodu – nasze aspiracje zostaną zaspokojone z nawiązką. Mamy wtedy chęć posiadania i według własnego uznania – zasoby pozwalające utrzymać dziecko. Stąd powojenne wyże demograficzne praktycznie na całym świecie. Lub niemała dzietność subsaharyjskich uchodźców przybywająca do krajów bogatego Zachodu.

Jeśli kobiety mają relatywnie niski dochód do swoich aspiracji z lat dziecięcych / młodzieżowych – to odkładają decyzję o posiadaniu dziecka aż do momentu zaspokojenia swoich aspiracji. Czasem ten moment nigdy nie następuje.

Kraje wydostające się ze skrajnej biedy zaspokajają aspiracje młodych kobiet. Decydują się one – cały czas mówimy o społeczeństwach, gdzie kobieta ma prawa – na posiadanie dziecka.

Dopóki kobiety nie będą miały zaspokojonych swoich aspiracji z lat młodzieńczych, dopóty nie decydują się – mówimy o świadomych decyzjach – na posiadanie dzieci.

Paradoks Easterlina polega na tym, że jeżeli wszystkim rośnie dochód, to nasz wzrost dochodu nie wydaje się już tak atrakcyjny, a nawet może wydawać się, że pomimo absolutnego wzrostu dochodu relatywnie mamy poczucie, że on spada. Czujemy się wtedy biedniejsi i NIE DECYDUJEMY SIĘ NA DZIECKO, bo nas nie stać – pomimo iż zarabiamy coraz więcej.

Media społecznościowe tylko potęgują aspiracje młodzieży; czytajcie cytowany wpis, więc powiem krótko:

Mamy przerąbane!

Obecnie kobiety mają: dwa razy dłuższe urlopy macierzyńskie niż przed 2013 r.; świadczenie na dzieci 800+, którego nie było przed 2016 r.; ulgę na dzieci w PIT, której przed 2007 r. nie było; Babciowe; wolne miejsce w przedszkolach i żłobkach…

…i pomimo tego kobiety rodzą coraz mniej dzieci. Tak naprawdę, dopóki nie będą miały zaspokojonych swoich młodzieżowych aspiracji – to nie zdecydują się na posiadanie potomstwa.

Pozostaje nam jako rodzicom tak wychowywać dzieci, by ich nauczyć, że rzeczywistość internetowa nie jest prawdziwa i że życie nie polega na zbieraniu pieniędzy na weekendowe wypady do innych miast. A prawdziwe szczęście płynie z możliwości wychowywania drugiego człowieka i przekazania mu życia.

* * *

Jak Lewica dyskryminuje facetów

Stowarzyszenie na rzecz Chłopców i Mężczyzn (@schmorgpl) napisało: „W rozmowie Radia Zet z Magdą Biejat stanął znowu temat »punktów za płeć«. Pani marszałkini mówi wprost: nie ma dyskryminacji mężczyzn. Kiedy dziewczynki nie starają się dostać na kierunki STEM (tzw. ścisłe – dop. red.), to jest to wina stereotypów i państwo musi im pomóc. Ale kiedy chłopcy nie idą do liceów i szkół wyższych w ogóle, jest to kwestia ich wolnego wyboru i pomagać im nie należy.

Pani Magda Biejat powołuje się na badania. Ale ignoruje te, które mówią o dyskryminacji chłopców przy ocenianiu w szkole albo dyskryminacji mężczyzn przy zatrudnianiu. Jest ich sporo. A przecież jest też dyskryminacja prawna. I nierówne traktowanie – jak słynne posiłki w PKP. To równość wybiórcza i hipokryzja Lewicy. Walka z dyskryminacją jest zarezerwowana dla kobiet i dziewcząt, a problemami mężczyzn nie chce się zajmować.

(…) Nie da się dłużej zaklinać rzeczywistości. Ponawiamy apel do polityków, nie tylko Lewicy: zacznijcie myśleć o mężczyznach jako podmiotowych obywatelach i elektoracie. Jeśli wpisaliście sobie równość na sztandary, musicie postrzegać ją konsekwentnie i obustronnie. To nie jest gra o sumie zerowej: nikomu nie trzeba zabrać ani nikogo skrzywdzić, żeby pomóc chłopcom i mężczyznom. Silniejsi i podmiotowi mężczyźni to silniejsze i bardziej odporne społeczeństwo. A obudzonej świadomości interesów i praw mężczyzn nie da się już zakląć pięknymi słowami i pozorowaniem działań”.

Dopóki pozytywna dyskryminacja nie wprowadzi dodatkowych punktów dla panów na kierunkach medycznych – 76,3 proc. studentów to kobiety, dopóty Lewica bełkocze i jest niewiarygodna. A tak na serio – pozytywna dyskryminacja to oksymoron.

To zwykła dyskryminacja i utrwalanie nierównego prawa ze względu na płeć. Lewica więc, walcząc o równouprawnienie za pomocą pozytywnej dyskryminacji, walczy tak naprawdę o dyskryminowanie ze względu na płeć.

* * *

Głupie prawo do zaorania! Ale najpierw potrollujmy!

Lada chwila Główny Inspektor Pracy będzie musiał ukarać podległych sobie urzędników za niestosowanie się do neutralności płciowej ogłoszeń o pracę. Oczywiście ze swoich pieniędzy mandatu sam sobie nie zapłaci.

Jak nie mają Państwo co robić po 24 grudnia, to przeglądanie ogłoszeń o pracę polskich urzędów pod kątem neutralności płciowej może stać się intratnym zajęciem, o wiele lepiej płatnym niż niejedna praca w tychże urzędach!

Najnowsze