Dantejskie sceny rozgrywają się przed Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym w Legnicy. Od początku stycznia 2026 roku system ratownictwa w regionie jest na granicy wydolności. Karetki pogotowia, zamiast ruszać do kolejnych wezwań, tkwią w gigantycznych kolejkach przed SOR-em. Czas oczekiwania na przekazanie pacjenta sięga nawet pięciu godzin.
Sytuacja jest dramatyczna i, jak alarmują ratownicy medyczni, powtarza się każdego dnia. Choć standardowy czas przekazania chorego nie powinien przekraczać 30 minut, w Legnicy zespoły ratownictwa medycznego są blokowane na wiele godzin.
Mariusz Trela, jeden z ratowników, w rozmowie z TVN24 przyznał, że problemy nasiliły się po wrześniowym zakończeniu remontu oddziału, a od początku nowego roku stały się normą. W krytycznych momentach przed podjazdem dla karetek ustawia się sznur nawet 12 ambulansów jednocześnie.
Oznacza to, że kilkanaście zespołów ratowniczych jest wyłączonych z systemu i nie może udzielić pomocy innym osobom w stanie zagrożenia życia na terenie miasta i okolic.
Dyrektor placówki, Maciej Leszkowicz, tłumaczy zator brakiem miejsc, a nie brakami kadrowymi. Szpitalny Oddział Ratunkowy jest drastycznie przepełniony – przy 13 dostępnych łóżkach przebywa na nim ponad 40 pacjentów.
Sytuację pogarsza fakt, że do Legnicy zwożeni są chorzy z ościennych miejscowości, takich jak Jawor czy Złotoryja, gdzie lokalne placówki nie są w stanie zapewnić opieki. Zastępca dyrektora, Rafał Gałuszka, stara się na bieżąco relokować pacjentów na inne oddziały, by udrożnić SOR, jednak przy tak dużej skali napływu chorych są to działania doraźne, które nie rozwiązują systemowego problemu.
Tomasz Jankowski, rzecznik wojewody dolnośląskiego, powiedział, że władzom problem jest znany. I że władza się temu przygląda, od kilku tygodni.
Na przyglądaniu się najwyraźniej poprzestaje. Zator przed legnickim szpitalem ani drgnął. Co gorsza, w ostatnich dniach paraliż jeszcze przybiera na sile.