„Fatalne zachowanie służb wobec miłośnika kolei. Obrażają, umoralniają, bezprawnie sprawdzają i poniżają. Dlaczego? No bo facet legalnie robi zdjęcia pociągowi. Interwencja policjantki, żołnierki WOT i sokisty przybiera formę ataku na kogoś, kto tylko zapytał o podstawy prawne” – napisał na Facebooku audyt obywatelski, udostępniając materiał ze skandalicznym zachowaniem funkcjonariuszy.
W materiale wideo na początku wybrano kilka „najlepszych” wypowiedzi funkcjonariuszy, choć przeglądając całe nagranie słychać, że jest tego znacznie więcej. Sam jutuber zresztą bardzo dokładnie wyjaśnia w drugiej połowie materiału, kto i jakie nadużycia oraz błędy popełnił. Policjantka np. jako powód legitymowania podaje „z uwagi na obecny stan kraju”. Przekonuje też, że „nie jest funkcjonariuszem publicznym”.
Groźby, moralizatorstwo i obrażanie
– My możemy panu też ukrócić i pan nie pojedzie tym pociągiem – grozi funkcjonariusz SOK.
– Sprawdzimy, kim jesteś, wrzucimy cię na bęben i koniec no. I pajacowanie się skończy – mówił sokista.
Dalej też rzucił tekstem, że „nie chce mi się nagrywać na to g**ienko, co tam robisz, bez sensu twoje gadanie”.
Z kolei mundurowa WOT twierdzi, że obywatel „naszedł na teren, który jest przez nas kontrolowany”.
– Śmiej się śmiej, ale przyjdzie co do czego, to będziesz płakał, wiesz? I prosił nas o pomoc. Wtedy zobaczysz, co to znaczy życie, wiesz? – moralizowała wotka.
Po przedstawieniu całego nagrania, audyt obywatelski wyjaśnił błędy i nadużycia funkcjonariuszy.
– Całej trójce coś się w główkach popiep***ło – stwierdził jutuber.
Najpierw omówiono funkcjonariusza SOK. Jak stwierdził jutuber, „odwalił dużo”.
Etyka zawodowa i zasada praworządności do kosza
– Po pierwsze, twoje zachowanie jest zaprzeczeniem zasad etyki zawodowej funkcjonariusza, stróża prawa. Jesteś arogancki, chamski, zamiast pomocny i kulturalny. Zapewniam cię sokisto, że nie leży w twoich obowiązkach podczas wykonywania czynności służbowych wydawanie opinii na temat legalnego zachowania obywatela, którego praw powinieneś bronić, a nie je atakować. Nazywałeś zachowanie całkowicie legalne miłośnika kolei „pajacowaniem” – powiedział audyt obywatelski.
Dalej wymienił też naruszenie zasady praworządności przez funkcjonariusza SOK oraz zastraszanie obywatela, że „nie pojedzie tym pociągiem”, co jest groźbą bezprawnego ograniczenia wolności oraz groźbą doprowadzenia do zaniechania podróży. Następnie odniósł się do słów o tym, że „jak przyjdzie czas, to będziesz latał z taką bronią i wtedy zobaczysz”.
– Wytłumacz mi strażniku ochrony kolei, od kiedy to się prawo w Polsce zmieniło, że ty możesz w czasie służby i w czasie interwencji pozwalać na takie uwagi, wróżby i wręcz groźby, co? A i jeszcze jedno, panie mistrzu pajacowania, panie wielmożny sokisto. Co ja mówię, jedno – dwie rzeczy: Kim ty jesteś, żeby nazywać czynności obywatela „gówienkiem”, co? Co to za cyrk tu odstawiasz? Zachowujesz się jak jakiś gówniarz, łamiesz wielokrotnie przepisy, eskalujesz sytuację i jeszcze właściwie obrażasz nagrywającego. Ja bardzo chętnie się z tobą w sądzie zmierzę, punktując każde twoje słowo. Obywatele, w tym ten, do którego się tak bezczelnie odzywałeś […] zapewne nie składają się na twoją wypłatę po to, byś pozwalał sobie w czasie służby w umundurowaniu z oznaczeniami państwowymi na takie aroganckie i pozaprawne zachowanie – stwierdził.
Nie podanie danych do odnotowania
Zauważył też, że nie umożliwił odnotowania danych, choć obowiązują go takie same przepisy, jak policjantów.
– Gdy obywatel prosi cię o powtórzenie danych, gdy ewidentnie chce je odnotować, to twoim obowiązkiem jest je powtórzyć tak, by mógł to zrobić – powiedział jutuber, pokazując rozporządzenie z dnia 8 listopada 2023 roku.
„Wróżka w mundurze Wojska Polskiego”
Potem przeszedł do postawy wotki.
– Pani żołnierka to wociara […], która zamiast wykorzystywać okazję do milczenia, to postanowiła zabłysnąć i umoralniać obywatela, który – przypominam – całkowicie legalnie wykonywał swoje czynności. A jego jedyną właściwie obiekcją było to, że nie podano mu w rzeczywistości opisanej prawem przyczyny legitymowania. To, że obywatel wszedł na teren kontrolowany m.in. przez ciebie, to nie oznacza, że którekolwiek z was ma prawo wchodzić w posiadanie jego danych, jeśli nie robi nic niezgodnego z prawem – wyjaśnił audyt obywatelski, udostępniając fragment z wypowiedzią mundurowej WOT.
– A na jakiej podstawie ty tak do niego mówisz, co? Nie „może”, a na pewno nie jest ci znana zasada praworządności. To nie jest ani stan wyjątkowy ani wojenny, które pani żołnierz Wojsk Obrony Terytorialnej nakazuje ci mówić do prawego obywatela teksty typu „przyjdzie co do czego, to będziesz płakał, wiesz”. Co to ma kuźwa jego mać znaczyć? – mówił dalej jutubuer.
– Pani żołnierz następnie dodaje, że „wtedy zobaczy, co to znaczy życie”. Pani „wyznacznik moralności”, wróżka w mundurze Wojska Polskiego mogła wykorzystać szansę, by milczeć. Ale musiała się odezwać i rozwiać wątpliwości w kilku kwestiach. Po pierwsze, żołnierzu Wojska Polskiego, to twoim zas**nym obowiązkiem w sytuacjach, o których wspominasz, jest pomaganie temu człowiekowi bez żadnej prośby. Nie musisz mierzyć obywatela swoją miarą i mówić mu, że będzie „płakał i prosił” – kontynuował i zaznaczył, że za to właśnie „ma płacone” m.in. „przez tego człowieka, któremu prawisz te morały”.
Policjantka bez podstawy wylegitymowania?
Następnie zajął się policjantką, która jako przyczynę wylegitymowania podała „obecny stan w kraju”.
– Jest to jeden z najgłupszych i oczywiście pozaprawny powód legitymowania. Otóż nie ma żadnego obecnie takiego stanu kraju, który powodowałby, że ktokolwiek ze służb może kogokolwiek legitymować z uwagi na ten stan. W Polsce nie obowiązuje ani stan wyjątkowy ani wojenny. Nic z tych rzeczy. I żaden stopień alarmowania nie redukuje swobód obywatelskich i nie zwiększa uprawnień policji. Pani policjantka po prostu pie***y głupoty – podkreślił audyt obywatelski.
– Mówi, że podstawą legitymowania jest art. 1 ust. 1 Ustawy o policji. No nie, pani policjantko, bo art. 1 ust. 1 Ustawy o Policji opisuje utworzenie i zadania policji i nie odnosi się do legitymowania. Jeżeli już decyduje się pani na podanie podstawy prawnej normy kompetencyjnej, to wspomina się art. 15 ust. 1 p. 1 Ustawy o policji, a nie art. 1 – zauważył i przypomniał, że należy podać podstawę legitymowania, a nie normę kompetencyjną.
– Policjantka uważa za „dziwne zachowanie”, że obywatel chce mieć nagrane, jak ona podaje podstawy. Nie dziwię się wcale, bo w rzeczywistości obawia się ona właściwie, że nagra się, jak zmyśla, kluczy, robi uniki, nie podaje tego, co ma podać. Bo to nie istnieje właściwie. A podaje coś błędnie i w ogóle nie w temacie – wyjaśnił audyt obywatelski.
„Poszukaj sobie” podstawy prawnej
Dalej też podkreślił, że nie dopełniła obowiązku podania podstawy prawnej mówiąc, by obywatel „poszukał sobie”. Twierdzi też, że nie jest funkcjonariuszem publicznym, choć – jak podkreśla audyt obywatelski – jest.
– Co ty kuźwa pleciesz, pani mundurowa? Toć nawet w „Gazetach Policyjnych”, gdzie redaktorami są oficerzy [cyt. oryg. – red.] tej formacji, pisze się, że policjant podczas służby jest funkcjonariuszem publicznym, gdzie podają nawet art. z Kodeksu karnego w tym temacie – podkreślił.
Poniżej cały materiał o skandalicznym zachowaniu funkcjonariuszy SOK, WOT i policji.
Paranoja zbiera żniwo
Warto przypomnieć, że ustanawianie absurdalnych przepisów dotyczących zakazu fotografowania „strategicznych” miejsc – w połączeniu z ich dostępnością chociażby w Google Map – oraz ciągłe gadanie o absurdalnej „ruskiej agenturze” przyczynia się do szerzenia psychozy. Funkcjonariusze naprawdę mogli być przekonani – odchodząc na chwilę od okazanych wielkich niekompetencji – że robią coś dobrego.
Płacić za to będzie natomiast obywatel, który i tak ich utrzymuje. Nie każdy bowiem poradziłby sobie w stresującej sytuacji tak, jak autor nagrania.
I pytanie, czy przez tę paranoję nie stanie się coś jeszcze gorszego?