Strona głównaMagazynTrump się nie cofa! "Sygnał ostrzegawczy"

Trump się nie cofa! „Sygnał ostrzegawczy”

-

- Reklama -

Aby nowa strategia bezpieczeństwa narodowego USA (National Security Strategy, NSS) weszła w życie, potrzeba kilku rzeczy: woli politycznej, siły, czasu i pieniędzy. Wola polityczna obecnej administracji jest, siła też, bo Ameryka to wciąż kraj z największą gospodarką i armią na świecie. Gorzej z czasem i pieniędzmi.

Donald Trump ma jeszcze trzy lata rządzenia, ale już jesienią 2026 r. jego władza może zostać ograniczona, jeśli demokraci zdobędą większość w Kongresie. Co może przełożyć się na to, że same dyrektywy wykonawcze prezydenta – jeśli nie pójdą za nimi ustawy – długo nie przetrwają oraz na to, że Biały Dom może mieć kłopoty z budżetem. Jeśli jednak po Trumpie prezydenturę przejmie ktoś z jego bliskiego otoczenia, np. J.D. Vance lub Marco Rubio, NSS ma szanse na wdrożenie.

I pamiętać należy, że za tym idzie tajna część strategii, zarządzenia wojskowe oraz corocznie ustawa o autoryzacji wydatków na obronę narodową (National Defense Authorization Act, NDAA), opiewająca obecnie około 900 miliardów dolarów.

Sojusznicy to nie dzieci

Omawiana szeroko strategia sprowadza się do kilku prostych punktów: Amerykanie chcą się skupić na zachodniej hemisferze, Chiny są przeciwnikiem, wara im od Tajwanu, obszar Indo-Pacyfiku jest priorytetem; ponadto ma być mniej zaangażowania na Bliskim Wschodzie oraz należy ustabilizować relacje z Rosją. I do tego ostatniego potrzeba jest Europa, którą poddano surowej ocenie. Zatrzymajmy się właśnie na tym, bo warto wczytać się w racjonalne komentarze.

Nowa strategia potępia Unię Europejską jako antydemokratyczną, a Europę za brak pewności siebie i stwierdza, że celem USA powinna być „pomoc Europie w skorygowaniu jej obecnej trajektorii”.

Podczas niedawnego wystąpienia na Reagan National Defense Forum w Simi w Kalifornii mówił o tym także sekretarz wojny Pete Hegseth, który skrytykował europejskich partnerów i decyzje w polityce zagranicznej poprzednich rządów USA. – Sojusznicy to nie dzieci – powiedział. – Możemy i powinniśmy oczekiwać, że zrobią to, co do nich należy.

Amerykanie chcą, jak uzgodniono na ostatnim szczycie NATO w Hadze, aby państwa członkowskie płaciły 5 proc. PKB na obronność, dając na to czas do 2035 r. Chcą ponadto, aby Europa wzięła większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo na kontynencie. W sumie nie chcą dużo; chcą czynów, a nie pustej gadaniny.

Trump ponagla po prostu Europę do zmiany kursu i wzywa państwa europejskie do odzyskania suwerenności narodowej, przywrócenia otwartej debaty, zabezpieczenia swoich granic i ograniczenia zależności od tego, co Waszyngton nazywa scentralizowaną biurokracją UE w Brukseli.

Blisko kulturowego wymarcia

Dick Morris, doradca Trumpa, a kiedyś Billa Clintona, twierdzi, że nowy plan bezpieczeństwa USA stanowi poważne ostrzeżenie dla Europy i argumentuje, że polityczne i kulturowe fundamenty kontynentu mogą się załamać, jeśli rządy nie zreformują wieloletniej polityki imigracyjnej i pracowniczej.

NSS twierdzi bowiem, że niektórzy z najbliższych sojuszników USA stoją w obliczu „rzeczywistej i bardziej drastycznej perspektywy zagłady cywilizacyjnej” w związku ze wzrostem imigracji i osłabieniem norm demokratycznych. Argumentuje również, że „jeśli obecne trendy się utrzymają, kontynent będzie nie do poznania za 20 lat lub krócej”, co budzi wątpliwości, czy rządy europejskie pozostaną silnymi partnerami gospodarczymi i wojskowymi.

Morris ocenia, że ostrzeżenia Trumpa należy interpretować jako poważniejsze niż zwykła prognoza prostego upadku. – Nie użył po prostu słowa „upadek”. Użył słów „eliminacja” lub „wyginięcie”. Jego zdaniem, i myślę, że ma rację, „europejska polityka to gigantyczne urlopy, ogromne korzyści dla pracowników, bez nacisku na produktywność, bez nacisku na ciężką pracę, krótkie dni pracy, krótkie tygodnie pracy, co skazuje europejską konkurencyjność, nie tylko ekonomicznie, ale także osłabia Europę w obliczu masowej imigracji muzułmanów” – powiedział Morris. Trudno odmówić mu racji.

Sygnał ostrzegawczy

Strategia jasno wskazuje, że to, co krytycy nazywają „ofensywą przeciwko Europie”, jest, zdaniem Waszyngtonu, konieczną korektą kursu wymierzoną w politykę i instytucje europejskie, które osłabiają wolność, integralność granic i stabilność kulturową na całym kontynencie – i podważają szerszy sojusz z Zachodem. Oskarża też Europę o silne uzależnienie od amerykańskiej potęgi, jednocześnie odmawiając wzięcia odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo i długoterminowy kierunek.

Konserwatywny dziennik „New York Post” przyznaje w artykule redakcyjnym, że „zespół Trumpa słusznie krytykuje cywilizacyjne samobójstwo Europy – miejmy nadzieję, że nie jest za późno”.

„Co więcej – czytamy – nowa strategia bezpieczeństwa narodowego prezydenta Trumpa ujawnia kilka gorzkich prawd o naszych europejskich przyjaciołach: rzeczywiście stoją oni w obliczu »wymazania cywilizacyjnego«. Nie chodzi tylko o to, że gospodarki Europy Zachodniej ledwo rosły przez ostatnie 20 lat, ani o to, że wskaźniki urodzeń są znacznie poniżej poziomu zastępowalności, podczas gdy imigracja zmienia politykę i kulturę; chodzi również o to, że elity kontynentu koncentrują się nie na naprawianiu czegokolwiek, ale na tłumieniu sprzeciwu wobec polityki, która niszczy te narody”.

Dziennik przytacza zawarte w NSS oczekiwania USA, że Europa pozostanie europejska i odzyska cywilizacyjną pewność siebie. W dokumencie zwrócono też uwagę na przerost regulacji i przepisów w UE.

„Te regulacje – pisze gazeta – uniemożliwiły Unii Europejskiej korzystanie z jakiegokolwiek wzrostu gospodarczego opartego na zaawansowanych technologiach, jednocześnie paraliżując tradycyjny przemysł i tym podobne, poprzez szaleńczą politykę »zerowej emisji netto«, która doprowadziła do gwałtownego wzrostu kosztów energii, jednocześnie uzależniając Europę od eksportu rosyjskich paliw, finansujących moskiewską machinę wojenną, której przywódcy UE słusznie się obawiają”.

Dziennik dodaje: „Zamiast porzucić swoje szaleństwo, rządy europejskie wybierają »antydemokratyczne ograniczenia podstawowych wolności«, zwłaszcza wolności słowa: w zasadzie upierają się przy aresztowaniu każdego głosu, który woła: »Cesarz jest nagi«. Strategia Trumpa może mieć swoje wady, ale stawia czoło centralnemu kryzysowi Europy w sposób, do którego ani przywódcy kontynentu ani większość amerykańskich elit nie odważą się przyznać. Mamy nadzieję, że ten sygnał ostrzegawczy zadziała, a nasi przyjaciele odwrócą się od narodowego samobójstwa”.

Europa w poważnych tarapatach

W NSS argumentuje się, że instytucje europejskie „podważają wolność polityczną i suwerenność”, że ograniczenia wolności słowa i radykalne regulacje tłumią demokratyczny dyskurs oraz że polityka imigracyjna podważa spójność społeczną, zgodnie z tekstem strategii.

Michael Dorgan na portalu Fox News podaje ocenę Białego Domu, że Europa może być „nie do poznania” za 20 lat i że masowa migracja budzi wątpliwości co do przyszłości kontynentu. Nie jest to jednak żadna nowość. Mówił już o tym Trump we wrześniu w ONZ. „Europa jest w poważnych tarapatach. Została zaatakowana przez siły nielegalnych imigrantów, jakich nigdy wcześniej nie widziano” – ostrzegał.

Pełna optymizmu w ocenie strategii jest Rebecca Grant, która na portalu Fox News pisze o trafnej diagnozie i zwraca uwagę na ciekawy wątek dotyczący również Polski. „Ameryka się nie cofa. Wręcz przeciwnie – czytamy. – To strategia pełna nadziei na pokój i dobrobyt – i otwiera drogę takim krajom, jak Polska, Finlandia, Japonia, Korea Południowa, Australia i inne do działania. Przeczytaj ją, a dowiesz się, jak Ameryka zboczyła z kursu globalizacji i nielegalnej imigracji – i dlaczego sztuczna inteligencja, status dolara i inwestycje w technologie determinują amerykańską politykę”.

I pisze dalej: „Biały Dom twierdzi, że Europa stoi na krawędzi »wymazania cywilizacji«. Cóż za sygnał ostrzegawczy. Zgodnie ze strategią udział Europy w światowym PKB spadł z 25 proc. do 14 proc. Co więcej, Unia Europejska przekształciła się w machinę regulacyjną, skłonną do plucia w interesy biznesowe USA. Nie trafia to na pierwsze strony gazet, ale jest to poważny problem dla ekipy Trumpa. Uważają oni, że migracje, stagnacja, kontrola wolności słowa i, szczerze mówiąc, antyamerykańskie regulacje UE dotyczące firm technologicznych w kluczowych obszarach takich jak polityka kosmiczna sprawią, że Europa będzie nie do poznania za 20 lat”.

NSS jasno tłumaczy, że „nie jest oczywiste, czy niektóre kraje europejskie będą miały wystarczająco silne gospodarki i siły zbrojne, by pozostać niezawodnymi sojusznikami”.
Autorka konkluduje: „Być może nadszedł czas na nowe przywództwo ds. bezpieczeństwa z państw, które poważnie myślą o powstrzymaniu Rosji: więcej Warszawy i Helsinek, mniej Paryża i Berlina. W sprawach NATO i wojskowości Europa nadal jest rodziną. Wystarczy spojrzeć na te wszystkie F-35 ścigające rosyjskie drony”.

Konieczna reforma

Stany Zjednoczone chcą, aby Europa do 2027 r. przejęła większość konwencjonalnych zdolności obronnych NATO, od wywiadu po pociski rakietowe. Ten bliski termin wydaje się w niektórych europejskich stolicach nierealny. Jeśli Europa nie dotrzyma terminu, USA mogą zaprzestać uczestnictwa w niektórych mechanizmach koordynacji obronności NATO. Waszyngton jednak wyraźnie zaznacza, że nie ma zamiaru wyprowadzać Ameryki z sojuszu.

Greg R. Lawson, politolog i pracownik naukowy Buckeye Institute docenia przede wszystkim zdroworozsądkowy realizm strategii bezpieczeństwa narodowego. Na łamach National Interest pisze: „NSS przyjmuje niezwykle pragmatyczne podejście do sojuszy. Przez lata sojusze traktowano bardziej jako święte relikwie niż instrumenty strategiczne. Ale sojusze są narzędziami, a nie celami samymi w sobie. Sojusznicy powinni wnosić istotny wkład w realizację wspólnych celów strategicznych, a nie tylko oferować wsparcie moralne lub retoryczną solidarność. Dotyczy to w szczególności sojuszników w Europie, których NSS słusznie krytykuje za ich historię pasożytowania na wydatkach obronnych USA, a jednocześnie częstego pouczania amerykańskich przywódców o moralności”. I wyjaśnia: „NSS odzwierciedla ten światopogląd niemal idealnie: wzywa do realnego podziału obciążeń, sojuszy dostosowanych do misji funkcjonalnych oraz do trzeźwej oceny tego, co partnerzy mogą realistycznie osiągnąć w świecie, w którym amerykańskie zasoby nie są nieograniczone. Nie jest to rezygnacja ze światowej roli Stanów Zjednoczonych – to reforma niezbędna do zapewnienia trwałości i strategicznej spójności sojuszy”.

Europa odgrywa w amerykańskiej strategii rolę drugorzędną. Na czoło wybijają się aspekty dotyczące półkuli zachodniej i Indo-Pacyfiku. Tarcia polityczne między Waszyngtonem a głównymi mocarstwami europejskimi narastają od miesięcy. Zaledwie kilka tygodni po objęciu urzędu wiceprezydent J.D. Vance zdenerwował europejskich polityków przemówieniem na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa i kilkoma słowami prawdy. Ostrzegał wtedy przed kurczeniem się wolności słowa na kontynencie i opowiadał się po stronie ruchów politycznych, takich jak niemiecka AfD, które rzucają wyzwanie starym elitom politycznym. Od miesięcy urzędnicy amerykańscy publicznie oskarżają Niemcy, Wielką Brytanię i Francję o dopuszczanie do łamania praw człowieka i swobód obywatelskich.

Amerykanie kładą nacisk na przywrócenie prymatu państw narodowych. I wyłożenia większych pieniędzy na obronę. Dopóki będzie Trump, będą to sprawdzać.

Najnowsze