Jak informowaliśmy, w wyniku pożaru mostu kablowego około 50 tys. gospodarstw domowych w Berlinie południowo-zachodnim została odcięta od prądu. Awaria będzie trwała co najmniej do II połowy przyszłego tygodnia.
Policja podejrzewała podpalenie. Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.
Wielka awaria w Berlinie. 50 tys. gospodarstw domowych odciętych. Policja podejrzewa podpalenie
Teraz ujawniono nowe fakty. Zarówno władze miasta jak i policja potwierdziły, że było to podpalenie. Sprawcami mają być lewicowi bojówkarze.
Kai Wegner, burmistrz Berlina powiedział, że sprawcami byli „najwyraźniej lewicowi ekstremiści”.
– To niedopuszczalne, że po raz kolejny ewidentni lewicowi ekstremiści atakują naszą sieć energetyczną, narażając życie ludzkie – ocenił Wegner.
Do wzniecenia pożaru przyznała się Grupa Wulkan. To lewicowo-klimatystyczna organizacja terrorystyczna powiązana z niemiecką Antifą. Niemieckie służby potwierdziły autentyczność listu, w którym Grupa Wulkan przyznała się do wzniecenia pożaru.
Ekspert ds. terroryzmu Michael Götschenberg uznał, że pismo ze szczegółami dotyczącymi pożaru „jest uznawane za wiarygodne w kręgach związanych z bezpieczeństwem”. Ponadto sposób działania pokrywa się z wcześniejszymi atakami na instalacje energetyczne, jak powiedział Götschenberg w telewizji ARD.
„Dzisiaj w nocy udało nam się sabotować elektrownię gazową w dzielnicy Berlin-Lichterfelde. Doszło do przerw w dostawach prądu w zamożniejszych dzielnicach Wannsee, Zehlendorf i Nikolassee. Celem akcji nie były przerwy w dostawach prądu, ale energetyka oparta na paliwach kopalnych. Przepraszamy mniej zamożnych mieszkańców południowo-zachodniej części Berlina. W przypadku wielu właścicieli willi w tych dzielnicach nasze współczucie jest ograniczone” – napisano w liście lewaków opublikowanym przez „Berliner Zeitung”.
Senator ds. gospodarki Franziska Giffey powiedziała w programie RBB „Abendschau”, że zapalniki umieszczono bezpośrednio pod kablami.
– Siła, z jaką nastąpiło nagrzewanie się i stały pożar, była większa niż siła, jaką mogłaby wywołać bomba kulowa. Zabezpieczenie naszych przewodów nie pozwoliłoby bombie kulowej na takie uszkodzenie przewodów – podkreśliła.
Firma Stromnetz Berlin poinformowała, że dotąd udało się przywrócić zasilanie do 7 tys. gospodarstw domowych. Dopiero w czwartek po południu przewiduje się przywrócenie prądu do wszystkich gospodarstw. Organizowane jest też „tymczasowe rozwiązanie” dla gospodarstw domowych dotkniętych sabotażem energetycznym.
Giffey podkreśliła, że 99 proc. berlińskiej sieci energetycznej znajduje się już pod ziemią.
– Mówimy o jednym procencie, który nadal przebiega nad ziemią. Naszym celem jest również przeniesienie tego jednego procenta pod ziemię – zapowiedziała i dodała, że „jednak zawsze będą istnieć wrażliwe punkty w sieci”.
– Nasze kable są bardzo dobrze zabezpieczone – zapewniła.
Związek zawodowy policji GdP skrytykował brak odpowiednich zabezpieczeń i dopuszczenie do lewackiego terroru.
– W bardzo krótkim czasie doświadczamy drugiej katastrofy po podpaleniu linii energetycznych w tym mieście i po raz kolejny widzimy, że nasza infrastruktura krytyczna jest łatwa do zaatakowania z powodu rozwiązań monopolistycznych. Nie możemy tracić więcej czasu, żeby stworzyć odpowiednie systemy awaryjne oraz lepszą ochronę istniejących linii energetycznych przed tego typu aktami sabotażu – powiedział Stephan Weh, szef krajowy związku GdP.
– Kamery zamontowane na słupach energetycznych mogłyby pomóc w ściganiu przestępstw, ale także działać prewencyjnie – dodał.