Relacja Polski z Unią Europejską opiera się na uległości i „turystyce politycznej”, a kluczem do zmiany nie jest korekta kursu, lecz całkowita wymiana kadr – zarówno politycznych, jak i urzędniczych. Taką diagnozę podczas XVII Konferencji Prawicy Wolnościowej postawił wicemarszałek Sejmu, poseł Konfederacji Wolność i Niepodległość Krzysztof Bosak.
Jednym z wątków dyskusji stało się pytanie, jak zwiększyć skuteczność polskiej polityki na forum unijnym. – Moim zdaniem prawie cała klasa polityczna do wymiany. I duża część klas urzędniczych do wymiany. (…) Oni są wytrenowani po prostu w schylaniu głowy, turystyce politycznej, typu jeżdżenie po zdjęcie, robienie ustępstw i sprzedawanie tego jako otwartych negocjacji i sukcesów negocjacyjnych. Są wytrenowani w kiwaniu polskiej opinii publicznej – mówił Bosak.
Polityk podkreślił, że dla obecnych elit rządzących prawdziwym zagrożeniem nie są zagraniczni negocjatorzy, lecz krajowa opozycja, która patrzy władzy na ręce.
– Dla nich realnym przeciwnikiem nie są ludzie po drugiej stronie stołu negocjacyjnego, tylko tacy jak my. To jest dla nich faktyczny przeciwnik, który może im patrzeć na ręce, który może ujawniać ich kombinacje, ich zdrady, ich hipokryzję. Tych ludzi się nie zreformuje, a jak ktoś ma złudzenia, że weźmie się od nich trochę młodszych, będą trochę inni, to się moim zdaniem może mocno zdziwić – przestrzegał wicemarszałek Sejmu.
Urzędnicy bez woli walki
Bosak zwróci uwagę, że problem wykracza poza samych polityków i dotyczy głęboko zakorzenionej w administracji awersji do ryzyka. Według niego, obecny aparat urzędniczy składa się z biurokratów nastawionych na przetrwanie do emerytury, a nie na realizację ambitnych celów państwowych. Rozwiązaniem ma być zatrudnianie ludzi spoza systemu, gotowych na ryzyko utraty stanowiska.
– Żeby coś osiągnąć, to trzeba mieć ludzi, którzy chcą robić, którzy chcą walczyć. A jeżeli tych ludzi nie ma, bo często po prostu w ogóle nie ma kadr zajmujących się danym obszarem, a jak jest, to to są po prostu absolutni biurokraci, którym może na niczym nie zależeć, albo którzy nie wezmą na siebie żadnego ryzyka. Żeby coś osiągnąć, trzeba wziąć czasem do administracji ludzi spoza administracji, po to, żeby oni też byli w stanie dawać ryzyko i liczyć się z tym, że za chwilę mogą być znów poza administracją – argumentował Bosak.
Polityk zwrócił także uwagę, że Polska nie wykorzystuje potencjału wywiadowczego w grze o interesy gospodarcze i polityczne w Brukseli, w przeciwieństwie do innych państw regionu. Jako przykład podał działania Węgier.
– Nie wiem, czy państwo wiecie, że w Polsce nie ma właściwie takiej praktyki, że na przykład w polskich służbach odpowiedzialnych za wywiad minister może zamówić, czy zamawia rozeznanie w jakichś konkretnych kwestiach związanych z naszymi interesami gospodarczymi. Ostatnio wyszło, pisały media europejskie, że Węgrzy rekrutowali wywiadowców czy urzędników Komisji Europejskiej. A czy wyobrażacie sobie państwo w ogóle, że jakikolwiek polski rząd, którakolwiek polska partia dała takie polecenie polskim służbom, żeby rekrutowali urzędników Komisji Europejskiej? Żebyśmy mieli taki standard? Po prostu pomarzyć można – stwierdził z goryczą.
Podczas XVII Konferencji Prawicy Wolnościowej Bosak wezwał do „rewolucji mentalnościowej” i zerwania z polityką adaptacji, którą – podkreślił wyraźnie – stosował rząd Prawa i Sprawiedliwości, a obecnie stosuje rząd Koalicji Obywatelskiej. Według Bosaka, próba wkomponowania się w system unijny za cenę funduszy jest strategią skazaną na porażkę.
– Tu potrzebna jest rewolucja mentalnościowa, wymiana kadrowa i po prostu rozpoczęcie realnej polityki. Do takiej, moim zdaniem, mocno, sprawnie, ostro, od samego początku. Dlatego, że jak ktoś chce próbować się do tego adaptować, a ewidentnie na to był nastawiony rząd PiS, zaadaptować się do tego systemu, wkomponować się i brać kasę i za tą kasę wygrywać. Jak ktoś chce coś takiego robić, to z tego nic dobrego nie wynika – zakończył Krzysztof Bosak.

