Wskrzeszony politycznie przez Włodzimierza Czarzastego komunistyczny aparatczyk Marek Siwiec już zapowiada konflikt z Pałacem Prezydenckim Karola Nawrockiego. W wywiadzie dla TOK FM nowy szef Kancelarii Sejmu ostrzegł, że najbliższe lata nie będą czasem harmonijnej współpracy, a Sejm gotowy jest stawić zdecydowany opór działaniom prezydenta.
– Jeśli ktoś liczy na to, że najbliższe lata to będzie czas wysyłania sobie całusków, gołąbków czy serduszek do Pałacu Prezydenckiego, to mogę zagwarantować, że Sejm będzie dawał bardzo mocny opór – zadeklarował Siwiec w „Poranku TOK FM”.
Powtórzył przy tym klasyczny podział utrwalany przez tzw. uśmiechniętą ekipę, jakoby oni byli „świątynią demokracji”, a działania Nawrockiego rzekomo „rozwalają system demokratyczny”.
Siwiec, wg dokumentów IPN zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o pseudonimie „Jerzy”, oburzył się na decyzję Nawrockiego o wstrzymaniu nominacji dla oficerów. W tym kontekście przypomniał czasy współpracy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego – u którego był m.in. szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego – z rządem Jerzego Buzka.
– To była czyściuteńka prawica, powiedziałbym: koszerna, bardzo elegancka. I co, czy były kłopoty? Brak nominacji? Czy ktoś komuś nie dawał orderu, choć na to zasłużył? Wtedy była odpowiedzialność za państwo – stwierdził.
Zaskakujące porównanie z tresowaniem psów
Marek Siwiec zapewnił, że Sejm nie ma problemu z dogadaniem się z prezydentem, ale pod jednym warunkiem, „że nie będziemy, za przeproszeniem, dostawać za każdym razem w twarz”. W tym kontekście polityk użył kontrowersyjnego porównania z dziedziny tresowania zwierząt.
– Czym innym jest perswazja z małym zwierzątkiem, psem – jestem psiarzem akurat – 'nie rób tego’. Psy małe robią czasami niefajne rzeczy, można je nauczyć. A czym innym jest po prostu lanie go gazetą po nosie – mówił Siwiec.
– Ja mam takie wrażenie, że w dużym pałacu (prezydenckim – red.) im się bardzo podoba takie lanie gazetą po nosie. Oczywiście raz można udawać, że to jest błąd przy pracy, drugi raz będziemy się dziwić. A za trzecim razem oddamy. No i tyle. I może oni wtedy pomyślą, czy to warto – dodał komunistyczny aparatczyk.

