Niemieckie media donoszą, że w czasie niedawnego spotkania Donalda Trumpa z liderami państw Europy zachodniej – w czasie którego Prezydent USA poinformował polityków z naszego kontynentu o ustaleniach z Putinem na Alasce dotyczących końca wojny na Ukrainie – została wyproszona Ursula von der Leyen. Podobno Trump orzekł, że ma informacje przeznaczone tylko dla przywódców państw.
To ciekawy zbieg okoliczności, ponieważ Frau von der Leyen już dwukrotnie podobnie została potraktowana
przez władze Chin, które kazały jej przechodzić odprawę jak dla normalnych przyjezdnych. Rosja od lat zachowuje się, jakby Komisji Europejskiej nie było i zawsze rozmawia bezpośrednio z konkretnymi państwami.
Trzej czołowi gracze na arenie światowej ostentacyjnie upokarzają kajzerin Imperium Europejskiego. Upokarzają i robią słusznie. Wojna ukraińsko-rosyjska jak na dłoni pokazała groteskowo-żenujący charakter Europy zachodniej. W swoim przekonaniu elity zachodniej Europy uważają się za elitę elit, czołówkę ideologii globalizmu, mitologii ocieplenia klimatycznego, demokracji, praw człowieka i praworządności.
Z wysokości tej profesorskiej katedry Europa odnosi kolejne (moralne) zwycięstwa nad Putinem, gromi brak przestrzegania praw człowieka przez cesarza Xi w Chinach i (moralnie) protestuje przeciwko bezceremonialnej polityce Trumpa. Trudno nie dojść do wniosku, że salony europejskie uważają się za centrum moralne, polityczne i ekonomiczne świata.
Dość dobrze oddaje to, raz za razem powtarzane przez Frau von der Leyen twierdzenie, że Unia Europejska staje się „centrum geopolitycznym” (obok Stanów Zjednoczonych, Chin i Rosji), a sama Komisja Europejska staje się „komisją geopolityczną”. Problem całej tej „brukselki”, podobnie jak w Polsce „warszawki” (a może nawet „parszawki”), polega na tym, że tego prymatu nikt już na świecie nie uznaje.
Epoka Wielkich Odkryć Geograficznych i podziału kolonialnego świata skończyła się. Szacuje się, że w 1500 roku Azja wytwarzała ok. 2/3 światowego PKB i po 500 latach wracamy do tego modelu. Europa praktycznie nie rozwija się ekonomicznie, stoi w miejscu. Gdy w 1989 roku Europa Zachodnia wytwarzała PKB prawie równe USA, to dziś jest to tylko 60 proc. i to mimo poszerzenia jej na wschód o kraje wprawdzie biedne, ale coś tam wytwarzające. Gdy UE anonsuje wzrost roczny PKB na poziomie 1,2 proc., to jest to jej wielki sukces.
Cały świat widzi także moralny upadek Europy, jej postępującą w zatrważającym tempie deprawację i triumfującą pustkę konsumpcjonistyczną. Kontynent niby jest bogaty, ale żyje na kredyt i z roku na rok zadłuża się coraz bardziej. Gdy „geopolityczna” Komisja Europejska ogłasza projekt wielkich zbrojeń, to okazuje się, że całe 800 miliardów euros na to przeznaczonych ma pochodzić z pożyczek, gdyż prawie 100 proc. budżetów państw członkowskich idzie na biurokrację, systemy socjalne, obsługę długu i utrzymanie imigrantów. Państwa europejskie nie są zdolne przeznaczyć 3 proc. swojego PKB na obronę. Gdy „brukselka” debatowała o ewentualnym wysłaniu wojsk rozjemczych na Ukrainę, to okazało się, że z trudem jest zdolna zebrać 30 tysięcy żołnierzy, gdyż największą armię lądową posiada… Polska.
Słowem, Europa nie istnieje, kurczy się, starzeje, deprawuje, traci swoją tradycyjną tożsamość. Jej moralne pouczanie całego świata to jakiś patologiczny przykład gerontokracji, wraz z towarzyszącą jej polityczną, ekonomiczną i militarną impotencją. Znakomicie było to widać w ostatnich dniach. Od trzech lat Europejczycy z moralną wyższością piorunują Rosję za „wojnę napastniczą”, bojkotują ją, etc. Dlatego cała „brukselka” jak jeden mąż zawyła, że Trumpowi nie wolno spotykać się z Putinem! Mimo moralnego potępienia „brukselki” Trump spotkał się z Putinem i wszystko wskazuje na to, że uzgodnili ogólne i wstępne warunki pokoju.
W odpowiedzi elitki europejskie wydały deklarację, że warunkiem pokoju jest wejście Ukrainy do NATO i jej niezbywalne prawo do decydowania o swoich granicach, co oznaczało niezgodę na oddanie Rosji Donbasu i Krymu. Słyszeliśmy raz po raz, że „agresor nie może zwyciężyć w demokratycznym świecie”. I co? Elitka europejska poprosiła o posłuchanie w Waszyngtonie. Jeszcze rano przed spotkaniem powtórzono wszystkie „dogmaty” o Ukrainie w NATO i niezgodzie na jej zmniejszenie terytorialne. Nagle wchodzi Trump i ogłasza, że zawieramy pokój z Putinem, ale Ukraina traci 1/5 terytorium i nie wejdzie do NATO.
Przywódcy unijni spojrzeli po sobie, czekając, który wstanie i powie „NIE”. Po czym zgodnie przytaknęli Trumpowi i zaczęli mu dziękować za spotkanie z Putinem, bo przecież wiadomo od dawna, że nie ma mowy ani o Donbasie, ani o Krymie, ani o Ukrainie w NATO.
W tym czasie wyprowadzano z sali kajzerin von der Leyen, bo przecież nie jest przywódczynią żadnego państwa.
Prawdę mówiąc, to przez kilka godzin zastanawiałem się, po co Donald Trump urządził to całe Muppet Show, zamiast ostentacyjnie olać „brukselkę” i pokazać jej, jak nic nie może i nic nie znaczy? Czyżby chodziło o narcystyczne show, w którym „mupety” będą tańczyły wokół imperatora Trumpa, które zobaczy cały świat? Taka była moja pierwsza interpretacja.
Szybko jednak zostałem wyprowadzony z błędu. Przedstawienie było bardziej groteskowe niż się na początku wydawało, a jego cel ogłosił Wołodymyr Zełenski. Otóż protestująca przeciwko rozmowie z „mordercą” i „dyktatorem” elitka europejska nie tylko przyjechała podziękować Trumpowi, ale także przywiozła trybut dla imperatora: blisko 100 miliardów euros na wyposażenie ukraińskiej armii, które mają zostać w całości wydane na… zakup broni w amerykańskich fabrykach. Imperium Europejskie nie
jest bowiem jej władne same wyprodukować.
Za 100 miliardów euros Trump uznał, że może to przedstawienie odegrać, ostentacyjnie wypraszając kajserin von der Leyen za drzwi. I słusznie, w Imperium cesarz może być tylko jeden, a nieprawowici pretendenci muszą być upokarzani. 1000 lat temu Frau von der Leyen za próbę uzurpacji korony cesarskiej zamknięto by dożywotnio w celi klasztornej. Dziś tylko wskazano jej, gdzie są drzwi. Jak się Państwu podoba Imperium Europejskie?