Obrońca życia, 64-letnia naukowiec Livia Tossici-Bolt została skazana 4 kwietnia 2025 roku na dwa lata więzienia w zawieszeniu i grzywnę w wysokości 20 tys. funtów. Jej „wina” to „naruszenie strefy bezpieczeństwa kliniki aborcyjnej w Bournemouth” w Wielkiej Brytanii.
Przez dwa dni w marcu 2023 trzymała przed placówką w Bournemouth tabliczkę z napisem: „Jestem tutaj, żeby porozmawiać, jeśli zechcesz”. Ma za to zapłacić 20 000 funtów… Jej proces miał reperkusje nawet w tak odległych miejscach, jak Stany Zjednoczone.
Od października 2022 r. obowiązują w Wielkiej Brytanii przepisy, które zakazują w promieniu 150 metrów od placówek aborcyjnych jakichkolwiek protestów. Czy jednak sama zachęta do rozmowy o zabiciu dziecka poczętego narusza to prawo? Sąd uznał, że Livia Tossici-Bolt wtargnęła do „strefy buforowe” i jej działania były nielegalne.
Proces przybrał polityczny obrót, bo Biuro Demokracji, Praw Człowieka i Pracy, będące częścią Departamentu Stanu USA, zamieściło na X informację, że „monitoruje sprawę”. „Ważne jest, aby Wielka Brytania szanowała i chroniła wolność słowa” – ostrzegło biuro.
Jeden z doradców Departamentu Stanu odwiedził nawet Livię Tossici-Bolt przed jej procesem. Według doniesień „The Independent „kwestia ta była także poruszona na wysokim szczeblu, podczas negocjacji handlowych między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi.
Livię Tossici-Bolt oskarżono o chęć „wywierania wpływu na kobiety przychodzące na aborcję” do kliniki w Bournemouth. „Ona nie rozumie, że jej obecność mogła mieć szkodliwy wpływ na kobiety, które odwiedzają klinikę, personel i ogół społeczeństwa” – oświadczyła sędzia Orla Austin podczas rozprawy.
Jej zdaniem, nie jest ważne, czy aborcja jest zła, czy dobra, ale chodzi o to, że „oskarżona złamała prawo” – dodała. Po rozprawie prezes British Pregnancy Advisory Service, stowarzyszenia, które promuje zabijanie nienarodzonych, bronił kliniki w Bournemouth, która „była obiektem licznych demonstracji antyaborcyjnych”. Na policji „zgłoszono ponad 500 przypadków nękania, zanim utworzono tu bezpieczną strefę” dodał prezes proaborcyjnej organizacji.
Adwokatka Livii Tossici-Bolt, Rosalind Comyn, podkreśliła, że jej klientka nigdy nie była karana. Dodał, że w sądzie nie przedstawiono żadnych dowodów potwierdzających, że jej działania miały jakikolwiek wpływ na kobiety lub personel kliniki.
Skazana naukowiec jest oburzona wyrokiem. „Wielka Brytania powinna być wolnym krajem, a mimo to postawiono mnie przed sądem i to tylko dlatego, że proponowałam rozmowę” – mówiła po procesie. Dodała, że „spokojne wyrażanie poglądów jest podstawowym prawem i nikt nie powinien być karany za sugestie dotyczące rozmowy”. Podziękowała też Departamentowi Stanu USA za zwrócenie uwagi na jej przypadek.
W tym kontekście przypomniano przemówienie na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa 14 lutego wiceprezydenta USA J.D. Vance’a, który wówczas wyraził „zaniepokojenie upadkiem praw sumienia” i „wolności słowa” w Wielkiej Brytanii. Przytoczył tam przykład 51-letniego fizjoterapeuty i byłego żołnierza, który został aresztowany za „ciche modlenie się przez trzy minuty w odległości 50 metrów od kliniki aborcyjnej”.
[2/2] While recently in the UK, DRL Senior Advisor Sam Samson met with Livia Tossici-Bolt, who faces criminal charges for offering conversation within a legally prohibited “buffer zone” at an abortion clinic. We are monitoring her case. It is important that the UK respect and…
— State Dept: Democracy, Human Rights, & Labor (DRL) (@StateDRL) March 30, 2025
Źródło: Le Figaro