We Francji trwa proces Gerarda Depardieu, oskarżonego o molestowanie seksualne koleżanek po fachu. Adwokat znanego aktora wezwał na świadka Fanny Ardant, koleżankę obwinionego. Przed sądem przemawiała w środę 26 marca przez około piętnaście minut, po czym objęła oskarżonego, który z kolei okazał wyraźne wzruszenie.
Gest mógł wywrzeć wrażenie, a rola została odegrana perfekcyjnie. Fanny Marguerite Judith Ardant to aktorka, reżyserka, scenarzystka i piosenkarka. Dwukrotna laureatka Cezarów.
Sędzia pytał, czy kręcąc film „Les Volets verts” widziała lub słyszała coś związanego z wydarzeniami, o które jest oskarżany aktor. Usłyszał, że aktorka chce poszerzyć zakres zeznań, bo jej zdaniem „jesteśmy tutaj, aby szukać prawdy”, a „Gérard jest wspaniałym aktorem, zaś każda forma geniuszu niesie w sobie coś ekstrawaganckiego, buntowniczego, niebezpiecznego, cielesnego”. „Jest jednocześnie potworem i świętym” – dodała.
Było o tym, że „Gérard grał każdą z ról, dając z siebie wszystko”, że „znany jest od Kuby po Władywostok”, itd. Aktorka dodała, że wie, iż „społeczeństwo się zmieniło, że punkty odniesienia nie są już takie same i są rzeczy, które tolerowaliśmy, a których już nie da się tolerować”.
Na koniec Fanny Ardant dorzuciła: „gdybym nie przyszła bronić mojego przyjaciela, obwiniałbym siebie przez resztę życia za moje tchórzostwo. Wierzę tylko w wyciągniętą rękę, w przebaczenie, w przyjaźń i miłość”.
Sędzia podsumował jednak tę rolę dość bezwzględnie – „nie jesteśmy tu po to, żeby głosić kazania, ale aby zajmować się prawem”. Pytana o fakty i o to, czy słyszała o napaści seksualnej na planie filmu aktorka przyznała, że słyszała krzyki, ale „nie była świadkiem niczego”.