Planowana budowa browaru z ogródkami piwnymi naprzeciwko oddziału odwykowego w Toszku wywołała lokalną burzę. W sprawę zaangażowani są działacze Polskiego Stronnictwa Ludowego – zarówno inwestor, jak i dyrektor szpitala należą do tej samej partii. Choć prokuratura i część radnych wskazują na kontrowersyjną lokalizację, zwolennicy inwestycji przekonują, że projekt przyniesie miastu nowe miejsca pracy.
W niewielkim Toszku w województwie śląskim planowana jest budowa browaru wraz z ogródkami piwnymi. Lokalizacja inwestycji – w bezpośrednim sąsiedztwie Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Szpitala Psychiatrycznego – wzbudza kontrowersje wśród części mieszkańców oraz obserwatorów życia publicznego. Szpital w Toszku prowadzi m.in. oddziały odwykowe i detoksykacyjne, gdzie pacjenci zmagający się z uzależnieniem od alkoholu odbywają siedmiotygodniową terapię. Placówka przyjmuje również osoby z zaburzeniami psychicznymi oraz młodzież wymagającą specjalistycznej opieki.
Planowana inwestycja ma powstać naprzeciwko głównej bramy szpitala, w bezpośrednim sąsiedztwie jego zabudowań. W pobliżu funkcjonuje również żłobek oraz znajduje się plac zabaw dla dzieci. Część mieszkańców wskazuje, że taka lokalizacja obiektu serwującego alkohol może być niefortunna z punktu widzenia charakteru otoczenia. Inwestorem jest lokalny przedsiębiorca, który pełni również funkcje w strukturach Polskiego Stronnictwa Ludowego. Szpitalem zarządza z kolei osoba związana z tym samym ugrupowaniem. Jak informują media, dyrekcja placówki nie dostrzega w planowanej inwestycji niczego niestosownego.
– Nasz Ośrodek Pomocy Społecznej miał negatywne stanowisko, jednak formalnie się nie wypowiedział. Krajowe Centrum Przeciwdziałaniu Uzależnieniom również skrytykowało inwestycję, ale ta instytucja uważa, że nic nie może z tym zrobić, bo wiążąca jest wyłącznie uchwała rady gminy – przekazuje przewodniczący rady Rafał Kucharczyk, cytowany przez Onet, który opisał zmagania lokalnych radnych.
Prokuratura wskazuje na „niefortunną” lokalizację
Podczas konsultacji Prokuratura Gliwice-Zachód jednoznacznie skrytykowała planowaną lokalizację inwestycji. W jej ocenie usytuowanie browaru w bezpośrednim sąsiedztwie oddziału odwykowego jest „niefortunne” i może utrudniać proces terapeutyczny. Prokuratura zwróciła uwagę, że minimalna ustawowa odległość 50 metrów pomiędzy obiektami wrażliwymi a punktami sprzedaży alkoholu może być w tym przypadku niewystarczająca. Zdaniem przedstawicieli prokuratury bezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby zachowanie dystansu co najmniej 100 metrów, tak aby pacjenci nie widzieli ogródków piwnych z okien swoich sal.
Zastrzeżenia pojawiły się również ze strony pełnomocnika reprezentującego Urząd Miasta. Mecenas wskazał, że pierwotnie projekt inwestycji nie spełniał wymaganego prawem dystansu 50 metrów, który musi oddzielać obiekty uznawane za wrażliwe – takie jak placówki opiekuńcze czy oświatowe – od punktów sprzedaży alkoholu. Dodatkowe wątpliwości budzi fakt, że rzeczywista odległość pomiędzy placem zabaw przy żłobku a planowanym browarem wynosi około 4 metrów.
A szpital nie widzi problemu
Co istotne, mimo krytycznych głosów ze strony części środowisk i instytucji, odmienne stanowisko zaprezentował sam szpital. Pozytywna opinia dyrektora placówki, Mariusza Kasperczyka, przyczyniła się do zablokowania proponowanych zmian w przepisach. Kasperczyk – podobnie jak inwestor – jest członkiem lokalnych struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz byłym kandydatem na burmistrza Pyskowic. Początkowo dyrektor nie zajął stanowiska w sprawie planowanej inwestycji zlokalizowanej w sąsiedztwie szpitala. Według Rady Gminy w Toszku, jego opinia została wydana dopiero po interwencji ze strony inwestora.
„Szpital nie widzi podstaw do twierdzenia, że powstanie konkretnego lokalu w przestrzeni miejskiej wpłynie w sposób decydujący na przebieg procesu terapeutycznego w jego strukturach. (…) Pacjent musi nauczyć się funkcjonować w środowisku, w którym alkohol jest obecny. (…) Nawet jeśli browar będzie znajdować się 50, 100 czy 300 m od szpitala, to pacjent i tak kupi to, czego potrzebuje” – czytamy w odpowiedzi dyrektora placówki na pytania przewodniczącego rady gminy.
Jak wskazuje Agata Młynarczyk-Burek, kierowniczka oddziału odwykowego w Toszku, w rozmowie z Onetem, ograniczenie dostępności alkoholu to jeden z najskuteczniejszych instrumentów polityki alkoholowej, który przyczynia się do spadku jego spożycia, ale jego wybiórcze stosowanie wydaje się nieuzasadnione.
– Podobnie, jak nie sposób zlikwidować głodu alkoholowego u osoby uzależnionej, tak nie sposób zlikwidować alkoholu, który znajduje się prawie w każdym sklepie. Pacjent ma nauczyć się radzić sobie z nim, podobnie jak osoba chorująca na cukrzycę powinna unikać określonych produktów – oceniła specjalistka.
Browar z polityką w tle
Na kilka tygodni przed głosowaniem nad uchwałą mającą zablokować powstanie browaru, do publicznej obrony inwestycji włączyli się także lokalni politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego. W mediach społecznościowych komentowali sprawę, używając hasztagu „#muremzabrowarem”. W debacie pojawiły się również argumenty przemawiające za realizacją przedsięwzięcia. Inwestor podkreśla, że otwarcie browaru oznaczałoby dla miasta nowe miejsca pracy, a w projekt zainwestował już około miliona złotych.
W dyskusji wybrzmiał także wątek osobisty. Rafał Kucharczyk, przewodniczący rady gminy i jeden z inicjatorów uchwały zakazującej budowy browaru, jest prywatnie zięciem inwestora – obecnie w trakcie rozwodu z jego córką. Inwestor w rozmowie z mediami stwierdził, że próba zmiany przepisów to „prywatna wojna” prowadzona przy użyciu narzędzi publicznych. Podsumowując, dodał, że realizacja przedsięwzięcia odbywa się zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz decyzją starosty gliwickiego. Zgodnie z harmonogramem, otwarcie browaru planowane jest na pierwszą połowę 2027 roku.
Z kolei dyrektor szpitala zapewnił, że kwestie polityczne nie mają w tej sprawie żadnego znaczenia. Stwierdził, że nigdy nie spotkał się z Andrzejem Grzybkiem ani nie widział jego legitymacji partyjnej, a o jego przynależności do PSL dowiedział się dopiero od dziennikarza. Jego zdaniem temat w tym wątku powinien zostać zakończony, ponieważ – jak ocenił – rozmowa zmierza w niewłaściwym kierunku. Podkreślił również, że w jego opinii nie ma żadnej afery związanej z budową browaru w sąsiedztwie szpitala.
Reklama piwa pod lupą rządu
Tło tej debaty jest jednak szersze. Rząd pracuje obecnie nad zmianami w przepisach dotyczących sprzedaży i promocji alkoholu, w tym nad dalszym ograniczeniem reklamy piwa. Polska już dziś posiada restrykcyjne regulacje w zakresie promocji mocnych alkoholi, jednak piwo pozostaje wyjątkiem – może być reklamowane pod określonymi warunkami, m.in. w wyznaczonych godzinach i bez bezpośrednich odniesień do nieletnich czy sukcesu życiowego. Krytycy obecnego modelu wskazują jednak, że w praktyce reklama piwa jest wszechobecna: w telewizji, Internecie, przestrzeni miejskiej i podczas wydarzeń sportowych. W ich ocenie utrwala to przekaz, że piwo jest produktem „łagodnym” i społecznie akceptowalnym, mimo że również jest alkoholem i niesie ryzyko uzależnienia.
W tym kontekście argument ekonomiczny zaczyna zderzać się z polityką zdrowia publicznego. Zwolennicy dalszych ograniczeń podkreślają, że koszty społeczne i zdrowotne nadużywania alkoholu – leczenie, absencja w pracy, działania służb – wielokrotnie przewyższają wpływy podatkowe i korzyści gospodarcze sektora. O ile nowe miejsca pracy są realnym i ważnym argumentem, o tyle trudno ignorować fakt, że oddziały odwykowe pozostają obciążone, a system ochrony zdrowia ponosi wysokie koszty terapii uzależnień. Jednocześnie obserwacje rynkowe pokazują, że mimo deklarowanego kryzysu powstają nowe zakłady, a inwestycje w branży są kontynuowane. Jeśli sektor rzeczywiście znajdowałby się na granicy opłacalności, trudno byłoby wyjaśnić, dlaczego kolejne podmioty decydują się na rozwój działalności. Rodzi to pytanie, czy sprzeciw wobec zaostrzenia regulacji wynika wyłącznie z obaw o miejsca pracy, czy także z chęci utrzymania dotychczasowych przywilejów reklamowych i sprzedażowych.
Dyskusja wokół Toszka pokazuje, że problem wykracza poza jedną inwestycję. To element szerszej debaty o obecności alkoholu w przestrzeni publicznej i o granicach jego promocji. Coraz częściej pojawia się postulat pełnego zakazu reklamy piwa – jako logicznego uzupełnienia polityki zdrowotnej państwa i zrównania zasad obowiązujących wobec wszystkich napojów alkoholowych. W tej perspektywie ochrona zdrowia publicznego zaczyna przeważać nad interesem branży, a pytanie nie brzmi już „czy regulować”, lecz „jak daleko powinny sięgać ograniczenia”.
Źródło: DoRzeczy.pl